Cześć, dziś był, a właściwiej jest, dość "dziwny" dzień. Znaczy to, że parę rzeczy nie wyszło, ale zaczynając od początku.
Wczoraj przyjechała moja siostra (około godziny 18:30) i po paru rozmowach telefonicznych, ustaliliśmy, że wróciwszy autobusem i wysiadłszy na przystanku zadzwonię do niej (początkowo mówiła, że będzie czekać na przystanku, ale od czasu jej wyjazdu 5 lat temu, trochę się zmieniło i autobus zatrzymuje się w "troszeczkę" innym miejscu), i w czasie gdy miałem jej powiedzieć gdzie jestem, rozładował się telefon (na uczelni próbowałem ładować go tu i tam, ale zbyt krótko). Zatrzymałem się na rogu i począłem rozglądać, ale nie przyuważywszy jej nigdzie, poszedłem w stronę domu, po paru chwilach czekania pod domem (nie wchodziłem, mając nadzieję na spotkanie) zobaczyłem, że ktoś na rogu mi macha (była ubrana na czarno, nie wiedzieć czemu spodziewałem się jasnych barw typu beż). Przywitawszy się zostałem zrugany za mój, "martwy" już, telefon.
Po wkroczeniu do domu i przywitawszy się z współlokatorami (moją siostrę znali tylko drogą mailową), w kuchni zorganizowaliśmy pogawędkę by omówić parę spraw (grafik, sytuacje z sąsiadami, wspólne rzeczy itp.). Po zjedzenie kolacji przez moją siostrę, obgadaliśmy jeszcze parę rzeczy przed pójściem spać około 00:00 (przynajmniej ja, bo jeszcze było trochę "robot").
Dziś udało mi się wstać razem z budzikiem, bo zostałem fizycznie napomniany. Po lekkim, jak zawsze śniadania, poszedłem na kolokwium z fizyki, a napisawszy "cóś" (nie uczyłem się, po powrocie około 19:10, a 3-stronnicowej tabeli wzorów jeszcze nie wydrukowałem od września :D, a bez tego mało mogłem, z tym w sumie też ), poszedłem do C13 by posiedzieć na wi-fi, bowiem miałem wykład dopiero o 11:15. Siedziałem "przyklejony" do telefony od około 9:00, a jakoś po 10:20 poszedłem do Bazyli na obiad.
Wczoraj przyjechała moja siostra (około godziny 18:30) i po paru rozmowach telefonicznych, ustaliliśmy, że wróciwszy autobusem i wysiadłszy na przystanku zadzwonię do niej (początkowo mówiła, że będzie czekać na przystanku, ale od czasu jej wyjazdu 5 lat temu, trochę się zmieniło i autobus zatrzymuje się w "troszeczkę" innym miejscu), i w czasie gdy miałem jej powiedzieć gdzie jestem, rozładował się telefon (na uczelni próbowałem ładować go tu i tam, ale zbyt krótko). Zatrzymałem się na rogu i począłem rozglądać, ale nie przyuważywszy jej nigdzie, poszedłem w stronę domu, po paru chwilach czekania pod domem (nie wchodziłem, mając nadzieję na spotkanie) zobaczyłem, że ktoś na rogu mi macha (była ubrana na czarno, nie wiedzieć czemu spodziewałem się jasnych barw typu beż). Przywitawszy się zostałem zrugany za mój, "martwy" już, telefon.
Po wkroczeniu do domu i przywitawszy się z współlokatorami (moją siostrę znali tylko drogą mailową), w kuchni zorganizowaliśmy pogawędkę by omówić parę spraw (grafik, sytuacje z sąsiadami, wspólne rzeczy itp.). Po zjedzenie kolacji przez moją siostrę, obgadaliśmy jeszcze parę rzeczy przed pójściem spać około 00:00 (przynajmniej ja, bo jeszcze było trochę "robot").
Dziś udało mi się wstać razem z budzikiem, bo zostałem fizycznie napomniany. Po lekkim, jak zawsze śniadania, poszedłem na kolokwium z fizyki, a napisawszy "cóś" (nie uczyłem się, po powrocie około 19:10, a 3-stronnicowej tabeli wzorów jeszcze nie wydrukowałem od września :D, a bez tego mało mogłem, z tym w sumie też ), poszedłem do C13 by posiedzieć na wi-fi, bowiem miałem wykład dopiero o 11:15. Siedziałem "przyklejony" do telefony od około 9:00, a jakoś po 10:20 poszedłem do Bazyli na obiad.
(wiem, wiem, robienie zdjęć tego co się je, wydaje się trochę żałosne, no ale...)
Zjadłszy dość dobrą, strawę popędziłem na wykład, a raczej do miejsca gdzie miał się odbyć, bo miałem jeszcze dość duży zapas czasu. Poczytawszy parę minut bloga "Planeta Kapeluszy", który ostatnio zacząłem znowu czytywać (w ramach tego, że piszę regularnie posty i tego by codziennie coś czytać fajnego), przysłuchując się dyskusji kolegów na temat zadania, poszedłem razem z nimi na wykład, dziwiąc się już wtedy ilości osób. Ostatecznie okazało się, że nasza liczebność nie przekracza 13 osób, a i studenci byli jakby bardziej ożywieni, pytali o wykładowcy o parę rzeczy (wcześniej prawie nikt nic nie pytał, ani nie odpowiadał, prawie ). Nie wiem dlaczego, ale na wykładach z algebry czuję się bardziej komfortowo niż z analizy, a i nawet zaczynam lubić algebrę (może dlatego, że podał np. dzisiaj zastosowania tego czego się uczymy. Super). Po wykładzie, w czasie którego z sms'ów dowiedziałem się, że siostra wychodzi i będzie około 19, a było przed 13, popędziłem na autobus, na który musiałem dość długo, bo jakieś pół godzinki czekać, a czekając odebrałem telefon i dowiedziałem się, że moja siostra nie pamięta (nie sprawdziła) PIN'u do karty, więc jak przyjadę to wybiorę kasę i jej dam (przelałem jej jakiś czas temu 5 stówek, ale nie ma jak ich ruszyć, a się śpieszy do dentysty). Po przyjeździe i zastaniu mojej siostry na przystanku, popędziliśmy do automatu by kupić jej dwa bilety, a następnie do bankomatu nieopodal, który grzecznie załatwił wszystko, ale nie dał pieniędzy (nawet nie ostrzegł), więc moja siostra zadzwoniwszy do biura obsługi, dowiedziała się, że po prostu ten bankomat nie chce powyżej jakiejś tam kwoty dawać kasy (chyba) i nic się nie dzieje, tylko po postu powinna sobie znaleźć inny. Ja, powierzywszy jej moją kartę i PIN, udałem się realizować moją misję zakupową, zleconą wczoraj, do Biedronki, gdzie zdobyłem chleb, mleko, cukier (którego nie używam) i wodę. Postanowiłem też zmierzyć się ze "ścieżką" od Biedronki, która ostatnio nie zawiodła mnie tam gdzie chciałem, ale tym razem miałem nad nią przewagę (naładowałem smartphon). Okazało się, że miałem w głowie mapę, której część była przekręcona o jakieś 90 stopni, i jak ostatnio poszedłem prosto, okazało się, że powinienem iść w lewo. Musiałem się wracać bo najpierw zbłądziłem idąc w prawo, prawie nie zważając na nawigację. Powróciwszy na miejsce zamieszkania, zrobiłem to co zawsze, zasiadłem do laptopa, mając plan napisania tego posta, co udałe się, tyle że później o jakieś parę godzin. Zwyciężyło anime do którego wczoraj odkryłem link na moim chacie w Google+ / Hangouts, przysłany kilka dni temu przez Kamila, oglądnąłem wczoraj kawałek, a z racji późnej pory odwdzięczyłem się dość ostrożną opinią i linkiem (mnie kojaży się z Patrykiem "Rojo" Rojewskim) do strony z pracami graficznymi, którą akurat znalazłem (właśnie po to wszedłem na Google+).
Niedawni, podczas pisania postu, zadzwonił Kuba (PONYmen), na chwilkę, przypomniało mi to, że ma dziś przecież urodziny, ja wspomniałem tylko, że będę na GG około 18, i wyszło to trochę "głupio" (przynajmniej tak mi się wydaję), więc napisze chyba jakąś stronkę z życzeniami (a co? :) ).
Jeszcze jutro pewnie będę prezentował jakieś zadanie z sieci (jutro ćwiczenia), albo zrobi kartkówkę (choć powinien chyba dopiero jak zrobimy wszystkie zadania), może nie dotrzemy do mnie, bowiem ostatnio wiele osób było nieprzygotowanych z ich zadań :D
Jeszcze jutro kolokwium z inżynierii materiałowej, nie zamierzałem się uczyć, ale zobaczymy.
Jak tam u was?
Miłego wieczoru :)

Komentarze
Prześlij komentarz