Witajcie w ten piękny poniedziałkowy dzień. Żartuję. Poniedziałki nie są piękne prawda?
Ja do Wrocławia trafiłem wczoraj, około 19, powróciwszy z weekendu w rodzinnym mieście. Wyjechałem późno, bo jak dowiedziałem się od siostry tramwaje i autobusy nie jeżdzą, w tę Niedzielę z powodu jakiegoś pochodu czy coś. Był to, jak się przed chwilą dowiedziałem, pochód poprzedzający wydarzenie "mianowania Wrocławia" na Europejską Stolicę Kultury 2016. Pociąg miałem mieć o 18:44, ale się trochę spóźniłem (jakieś 2 minuty). Szczęśliwie okazało się, że ów pociąg jest spóźniony 15 minut (śpiesząc do dworca miałem nadzieję na 5 minut), i nie byłoby to nadzwyczajne gdyby nie to co stało się następnie. Mianowicie chciałem, jak zazwyczaj kupić bilet w automacie, ale ten, jak się okazuje, nie pozwala kupić biletu na pociąg, który rozkładowo już przyjechał, poszedłem więc do kasy i poczekawszy chwile w kolejce, chciałem kupić bilet, tyle że problem był taki, że kasa nie chciała go wydrukować, dopiero po drobnym grzebaniu przez kasjerkę w okolicach zwojów papieru (drukowało pół biletu, lub jakieś inne problemy), wydrukowało bilet za, chyba, 7 razem. Zapomniawszy powiedzieć "dziękuję, do widzenia", zestresowany i zniecierpliwiony, pobiegłem na peron. Szczęście, mój strach, jak zwykle był irracjonalny. Po wciśnięciu się do pełnego pociągu, zameldowałem o wydarzeniach siostrze.
Wczoraj też, zadzwonił Kuba, z którym ucięliśmy sobie dłuższą pogawędkę, mimo tego, że napisałem mu, że w niedzielę "nie mam czasu". Kuba zawsze dzwoni i się rozłącza, licząc że to ja zapłacę za rozmowę oddzwaniając (trochę to irytujące). Dowiedziałem się, gdy po moich korkach z matmy o 11 i kościele na 12:45, zadzwonił, że nadal boli go noga i dziś idzie do lekarza (czyli pewnie nici ze szkoły :D ). Nawet sympatyczny 14- latek z niego. Reszta niedzieli upłynęła dość standardowo, rano próbowałem się trochę uczyć z "e-trapez'em" do korepetycji, ale średnio mi to wyszło, tylko wieczorem zdążyłem, jeszcze podjechać do Izy po, znowu, zapomnianą czapencję, przy okazji dowidaując się, że rozmawia właśnie z Gabą, który już piątą godzinę instaluje Windows'a (jak wcześniej mi przez telefon powiedział, zainstalowała 32-bitową wersję, spodziewając się chyba wyboru między 32 i 64 bitami podczas instalacji). Przed wyjazdem zdążyłem nawet wziąć kąpiel (od Izy wróciłem około 17:20) .
Dziś oczywiście kolokwium, o 7:30, z etyki w biznesie mnie nie ominęło. Chyba po raz pierwszy widziałem tyle osób na tym przedmiocie. Nie próbowałem nawet ściągać, siedziałem w widocznym miejscu, a Norberta, nawet ścigneła, za pomaganie koledze (tak mówił później), zabrawszy mu kartkę, wyprosiła go z sali (mówił na początku o konsekwencjach). W następny poniedziałek pewnie poprawię, bo wczoraj to tylko jeszcze w MR (rodzinna miejscowość), zdążyłem posortować zdjęcia i wrzucić na "grupę" (miałem prawie wszystkie wykłady na zdjęciach), a już we Wrocławiu przeczytałem kawałek opracowania zagadnień, znajdującego się już na "grupie" (z możliwością edytowania przez każdego z grupy). Przeczytawszy tylko kawałek, poszedłem spać, ale nie mogłem zasnąć, bo od piątku, mój pokój się wietrzył (siostra zapomniała mi powiedzieć, żebym przy okazji pakowania zamknął okno w piątek). Po przyjeździe wczoraj, sprawdziłem, że kaloryfery nadal nie działają, więc spałem zawinięty w kołdrę + koc, który jest mym prześcieradłem, no i oczywiście w bluzie, ale i tak rano się trochę trzęsłem. Po tym jak, dowiedziawszy się wczoraj od Klaudii, że ich kaloryfer słabo grzeje, a na dodatek zepsuła się spłuczka i przecieka, zameldowałem siostrze, po czym dziś rano napomniany przez Sebastiana, zadzwoniłem, niedawno, do siostry przypominając, ze nie działają kaloryferki. Z tego co mi pisała, to miał dziś być jakiś koleś ze spółdzielni to sprawdzić, o czym oczywiście powiadomiłem Sebastiana i jedną z Klaudii, ale chyba jeszcze go nie było.
Po obiadku w Bazylii, jeszcze nie jestem głodny, ale i tak mam do zjedzenia jeszcze kanapeczki przywiezione wczoraj.
Wczoraj (a może nie wczoraj), będąc już we Wrocławiu, zacząłem zaciągać, "kolejną" partię plików z internetu, między innymi różnego rodzaju kursy i książki (znalazłem też wczoraj, będąc w MR, stronkę z darmowymi ebookami w epub'ie), tak w ramach archiwizacji informacji i przygotowania do nauki ciekawych rzeczy, no i też lepiej się czuję zawsze jak pobiorę jakieś materiały rozwijające/edukujące :), a do etyki się też uczyłem, ale później (jak pisałem tylko trochę do około północy).
Dobra zmykam się uczyć na jutro na kolokwium z analizy matematycznej, z ćwiczeń, choć i tak mam wylane trochę na to, bo już czekam na egzamin. Marcin też, jak mi wspomniał dziś. Jeszcze zadanie na środę z PHP i rysunek złożeniowy (teraz to ostateczny termin, chyba że poprawiony na następne zajęcia) z Grafiki inżynierskiej. Najpierw jednak kontynuuje wczorajsze postanowienie, ze będę czytał parę stron dziennie jakiejś książki. Aktualnie czytuje "Pokój na Ziemi" autorstwa Lem'a, polecam.
Miłego poniedziałku :)
Ja do Wrocławia trafiłem wczoraj, około 19, powróciwszy z weekendu w rodzinnym mieście. Wyjechałem późno, bo jak dowiedziałem się od siostry tramwaje i autobusy nie jeżdzą, w tę Niedzielę z powodu jakiegoś pochodu czy coś. Był to, jak się przed chwilą dowiedziałem, pochód poprzedzający wydarzenie "mianowania Wrocławia" na Europejską Stolicę Kultury 2016. Pociąg miałem mieć o 18:44, ale się trochę spóźniłem (jakieś 2 minuty). Szczęśliwie okazało się, że ów pociąg jest spóźniony 15 minut (śpiesząc do dworca miałem nadzieję na 5 minut), i nie byłoby to nadzwyczajne gdyby nie to co stało się następnie. Mianowicie chciałem, jak zazwyczaj kupić bilet w automacie, ale ten, jak się okazuje, nie pozwala kupić biletu na pociąg, który rozkładowo już przyjechał, poszedłem więc do kasy i poczekawszy chwile w kolejce, chciałem kupić bilet, tyle że problem był taki, że kasa nie chciała go wydrukować, dopiero po drobnym grzebaniu przez kasjerkę w okolicach zwojów papieru (drukowało pół biletu, lub jakieś inne problemy), wydrukowało bilet za, chyba, 7 razem. Zapomniawszy powiedzieć "dziękuję, do widzenia", zestresowany i zniecierpliwiony, pobiegłem na peron. Szczęście, mój strach, jak zwykle był irracjonalny. Po wciśnięciu się do pełnego pociągu, zameldowałem o wydarzeniach siostrze.
Wczoraj też, zadzwonił Kuba, z którym ucięliśmy sobie dłuższą pogawędkę, mimo tego, że napisałem mu, że w niedzielę "nie mam czasu". Kuba zawsze dzwoni i się rozłącza, licząc że to ja zapłacę za rozmowę oddzwaniając (trochę to irytujące). Dowiedziałem się, gdy po moich korkach z matmy o 11 i kościele na 12:45, zadzwonił, że nadal boli go noga i dziś idzie do lekarza (czyli pewnie nici ze szkoły :D ). Nawet sympatyczny 14- latek z niego. Reszta niedzieli upłynęła dość standardowo, rano próbowałem się trochę uczyć z "e-trapez'em" do korepetycji, ale średnio mi to wyszło, tylko wieczorem zdążyłem, jeszcze podjechać do Izy po, znowu, zapomnianą czapencję, przy okazji dowidaując się, że rozmawia właśnie z Gabą, który już piątą godzinę instaluje Windows'a (jak wcześniej mi przez telefon powiedział, zainstalowała 32-bitową wersję, spodziewając się chyba wyboru między 32 i 64 bitami podczas instalacji). Przed wyjazdem zdążyłem nawet wziąć kąpiel (od Izy wróciłem około 17:20) .
Dziś oczywiście kolokwium, o 7:30, z etyki w biznesie mnie nie ominęło. Chyba po raz pierwszy widziałem tyle osób na tym przedmiocie. Nie próbowałem nawet ściągać, siedziałem w widocznym miejscu, a Norberta, nawet ścigneła, za pomaganie koledze (tak mówił później), zabrawszy mu kartkę, wyprosiła go z sali (mówił na początku o konsekwencjach). W następny poniedziałek pewnie poprawię, bo wczoraj to tylko jeszcze w MR (rodzinna miejscowość), zdążyłem posortować zdjęcia i wrzucić na "grupę" (miałem prawie wszystkie wykłady na zdjęciach), a już we Wrocławiu przeczytałem kawałek opracowania zagadnień, znajdującego się już na "grupie" (z możliwością edytowania przez każdego z grupy). Przeczytawszy tylko kawałek, poszedłem spać, ale nie mogłem zasnąć, bo od piątku, mój pokój się wietrzył (siostra zapomniała mi powiedzieć, żebym przy okazji pakowania zamknął okno w piątek). Po przyjeździe wczoraj, sprawdziłem, że kaloryfery nadal nie działają, więc spałem zawinięty w kołdrę + koc, który jest mym prześcieradłem, no i oczywiście w bluzie, ale i tak rano się trochę trzęsłem. Po tym jak, dowiedziawszy się wczoraj od Klaudii, że ich kaloryfer słabo grzeje, a na dodatek zepsuła się spłuczka i przecieka, zameldowałem siostrze, po czym dziś rano napomniany przez Sebastiana, zadzwoniłem, niedawno, do siostry przypominając, ze nie działają kaloryferki. Z tego co mi pisała, to miał dziś być jakiś koleś ze spółdzielni to sprawdzić, o czym oczywiście powiadomiłem Sebastiana i jedną z Klaudii, ale chyba jeszcze go nie było.
Po obiadku w Bazylii, jeszcze nie jestem głodny, ale i tak mam do zjedzenia jeszcze kanapeczki przywiezione wczoraj.
Wczoraj (a może nie wczoraj), będąc już we Wrocławiu, zacząłem zaciągać, "kolejną" partię plików z internetu, między innymi różnego rodzaju kursy i książki (znalazłem też wczoraj, będąc w MR, stronkę z darmowymi ebookami w epub'ie), tak w ramach archiwizacji informacji i przygotowania do nauki ciekawych rzeczy, no i też lepiej się czuję zawsze jak pobiorę jakieś materiały rozwijające/edukujące :), a do etyki się też uczyłem, ale później (jak pisałem tylko trochę do około północy).
Dobra zmykam się uczyć na jutro na kolokwium z analizy matematycznej, z ćwiczeń, choć i tak mam wylane trochę na to, bo już czekam na egzamin. Marcin też, jak mi wspomniał dziś. Jeszcze zadanie na środę z PHP i rysunek złożeniowy (teraz to ostateczny termin, chyba że poprawiony na następne zajęcia) z Grafiki inżynierskiej. Najpierw jednak kontynuuje wczorajsze postanowienie, ze będę czytał parę stron dziennie jakiejś książki. Aktualnie czytuje "Pokój na Ziemi" autorstwa Lem'a, polecam.
Miłego poniedziałku :)

Komentarze
Prześlij komentarz