Przejdź do głównej zawartości

Codzieńka #6 - "Mewa"

Za oknem śnieg, więc w oczekiwaniu na algebrę, będąc jeszcze w domu, dodam kolejną pozycję do archiwum :) (tylko to zdanie udało mi się napisać przed algebrą :)

Zacząwszy pisać, przerwałem, ponieważ po tym jak siostra zrobiła "nuggetsy", które leżały w lodówce odkąd się wprowadziłem (czyli jakoś od 4 stycznia) i przyniosła nam je do zjedzenia (uszczknąwszy trochę ketchupu od jakiegoś współlokatora), i przyniosła nam je do zjedzenia, zadbawszy jeszcze o higienę, wyszedłem na autobus linii C (zostawiwszy uprzednio włączonego laptopa, z otwartym zestawem kart, w Operze, na którym moje siostra skończyła przedwczoraj), do którego miałem jakieś 7 minut wychodząc, lecz znalazłszy się na jednej z głównych ulic, mój czas stopniał do jakichś 4 minut.

 Na autobus na szczęście zdążyłem (co mi się ostatnio zdarza), ba nawet byłem wcześniej. Na jednym z przystanków jakaś kobieta dobiegła, parę sekund po zamknięciu drzwi, niestety jak się okazało, to było zbyt wiele.

Na wykładzie z algebry, przerabialiśmy krzywe stożkowe, po czym przechodząc do zadań zostaliśmy poinformowani o tym, że prawie wszystkie zadania będą na egzaminie. Po algebrze, pamiętając, że siostra mówiła, iż będzie czekać na przystanku obok domu, pogadałem chwilę z dziewczyną poznaną jeszcze na początku studiów pod dziekanatem (pochodzi z tego samego miasta co ja), która zaczepiła mnie gdy schodziłem do szatni (był też jej chłopak, też nie pamiętam jak ma na imię). Po pożegnaniu rozmówców i odebraniu "kurtałki", gdy już się ubierałem zobaczyłem dwóch kolegów z roku, który wrócili tu "posiedzieć, może będą za to punkty", jak się dowiedziałem. Po opowiedzeniu im o wyczynach ćwiczeniowca z analizy matematycznej, udałem się na Plac Grunwaldzki poczekać na autobus. Po drodze widziałem dwóch facetów stojących z transparentem "KOD-u" jak zdążyłem przeczytać.

Pośpieszyłem na autobus. Niestety miał on przyjechać dopiero za jakiś czas (o 13:09, chyba), więc poczekałem, w trakcie czego, zawirował mi telefon, który, zanim wyciągnąłem go z kieszeni, zaprzestał tego procederu. Do siostry, próbowałem oddzwonić, lecz przypomniałem sobie (o czym "wspomniał" też telefon), że wczoraj wydałem wszystko oddzwaniając do Edka (dźiś miał egzamin, z paru rzeczy związanych z pisaniem stron i ogólnie pojętą webmasterką). Przyjechawszy na przystanek siostry nie zastałem (dzwoniła też w autobusie, ale ta sama sytuacja), a mając nadzieję, że domyśli się o co chodzi, zadzwoni. Gdy się rozglądałem, myśląc czy nie skierować się w stronę domu, bo to było najlogiczniejsze. Zadzwonił telefon, który na szczęście zdążyłem odebrać. Siostra dowiedziawszy się gdzie jestem, pokierowała mnie do baru mlecznego "Mewa", o którym wspominała, że zjemy tam dziś obiad, mówiąc też wcześniej dużo dobrego o tym barze. Przy stole siedział też jeden pan zajęty jedzeniem, czekał też już talerz z pół-porcją pierogów ruskich, a także osobny z surówkami i opakowanie z kefirem. Zasiadłem do jedzenia, podczas gdy siostra tłumaczyła mi na czym tu polega cennik i co zrobić, by zjeść dobrze i tanio. Niestety tu można płacić tylko gotówką, a nie kartą jak robię to praktycznie zawsze, ale mam portfel przygotowany na takie okazje.
- Musisz mówić głośno i wyraźnie, bo panie są tu bardzo niemiłe. - Podsumowała moja siostra.
- Ok. - Odpowiedziałem i ruszyłem po pół porcji rosołu i pół porcji pierogów ruskich (rosół dla mnie).

Jak się okazało zapłaciłem niewiele ponad 3 złote, za coś czym można się było najeść na kilka godzin. Siostra wspomniała też o lokalizacji plastikowych przyborów do jedzenia, bo jak mówiła, nie jest pewne czy dobrze myją metalowe. Oddałem naczynia, upuszczając przy tym kilka, właśnie, przyborów do jedzenia. Po wyjściu z baru, skierowaliśmy się do biedronki, ale trochę inną drogą niż zawsze ja tam zmierzam, poznając po drodze nazwy ulic, których szukałem co rusz pytany o nie. W Biedronce zrobiliśmy większe zakupy (jak się okazało za czasów mojej siostry, czyli jakieś 5 lat temu, Biedronka ta miała tylko jeden poziom, a na górze był sklep z ubraniami), na przyszły tydzień.
Po wejściu na drugie piętro, siostra wspomniała o tym, że dużo zapłacimy (bo oczywiście ja płaciłem)- nawet tego nie odczuję - stwierdziłem, a zapytany dlaczego, odparłem, że po prostu płacę kartą, więc minute po opłacie już nie pamiętam kwoty jaką zapłaciłem (taki jest minus karty, że trudno to kontrolować). Po biedronce zorganizowaliśmy większe sprzątanie w domu i powalczyliśmy troszkę z pleśnią, która jest tu od czasów poprzedniego lokatora. Po wszamaniu czegoś (ostatnio często coś jem, od kiedy siostra przyjechała, ona mówi, że je mało, dlatego że robi to często), powiedziałem, że pójdę z nią do punktu ksero (podobno najtańszego we Wrocławiu), po książki dla koleżanki. Po paru małych sprzeciwach i powiedzeniu, że jak wróci będzie potrzebować laptopa na godzinę, przyszykowaliśmy się i wyszliśmy. Przy okazji przechadzki, poznałem trochę lepiej Wrocław i, przypadkiem, odwiedziłem okolice miejsca, gdzie byłem we wrześniu, chyba w 2014, z koleżanką, jej znajomą i Kamilem (oczywiście Kamil nic nie jadł). Po powrocie do domu i zjedzeniu czegoś, po umyciu naczyń poszedłem powalczyć w łazience z żołądkiem, bo chyba coś mi zaszkodziło, po poczytaniu książki pt. "Sprzedawca Broni" i zwolnieniu przez siostrę laptopa wreszcie mogę dokończyć ten wpis, popijając herbatkę. Zacząłem o 9:30, a kończę o 9, tyle że wieczorem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cotygodniówka #9

Witajcie, chodźcie, rozsiądzcie się. Miejsca wystarczy dla każdego :) Opowiem Wam dziś o mych ostatnich przeżyciach. W minionym czasie, czyli w ciągu ostanich 18 dni od poprzedniego wpisu, działo się trochę pomniejszych rzeczy. Mianowicie znowu zająłem się martwieniem o to czy Aka na pewno mnie lubi, i próbowałem załatwić z nim spotkanie, ostatecznie w ten weekend, w sobotę, miał mi potwierdzić chęć i kiedy dokładnie chce się spotkać w niedzielę, niestety nie odpisywał, a po napisaniu do niego (po uprzednim omówieniu tego z Cifem) dostałem informacje, żebym wybaczył, ale właśnie został poinformowany przez rodziców, że jedzie nad morze. Był wkurzony, że dowiaduje się ostatni, w dzień przed wyjazdem (jak podobno zawsze). Oczywiście na początku byłem sceptyczny co do tej informacji, mogła to być wymówka. Wszystko potwierdziło się jednak wczoraj, gdy, zdawał nam relacje z podróży na bieżąco i wysłał kilka zdjęć. Nawet sam do mnie napisał, żeby pogadać, bo podróż się dłużyła :). Wcześnie...

Znajdźki #20 - Jedziemy dalej

Znacie już Włodka? Nie? Koniecznie powinniście go poznać: Na Gałęzi też parę wartościowych słów wydukał: Odkryć jakąś nową melodyję nie zaszkodzi: Komuś brak inspiracji? Proszę bardzo. Nie nie musicie dziękować. Mało, ale wartościowo, jak dla mnie. Trzymta się, i Wesołych i zdrowych Świąt, dla tych co przegapili życzenia.

Znajdźki #5

Dziś będzie zdecydowana przewaga artykułów, więc "dzieci technologii", które nie lubią czytać, nie będą zadowolone. Sam zresztą odzwyczaiłem się od czytania, ale jedziemy: Noworoczne postanowienia grafika, ale mogą też wyciągnąć coś z tego, ci którzy nie praktykują tego fachu: Postanowienia grafika Kto nie lubi uszczknąć sobie dodatkowo trochę forsy? Dla tych przedsiębiorczych :) Cashback w mBanku Bardziej "lajfstajlowo", czyli o tym jak być zadowolonym z siebie i życia (przynajmniej w teorii): Płać najpierw sobie  Dobranoc.