Przejdź do głównej zawartości

Codźieńka #4 - Zaległości

Cześć. Uwaga: długi i potencjalnie nudny post (z linkami :) )
Wczoraj udało mi się już samemu wstać, do budzika, który według rady siostry położyłem w pewnej odległości od biurka (wcześniej trzymałem go blisko, żeby szybko wyłączyć nie budząc innych). Plan był taki, że ja po powrocie z "uczelni" (na Długiej to nie wiem czy mogę to nazwać uczelnią) spakuje się w plecak i zabiorę torbę podróżną na dworzec, gdzie będzie czekać moja siostra.
Zjadłszy śniadanie (płatki owsiane ofc), wyszedłem mając w świadomości myśl, że jestem drugą grupą na kolokwium więc mogę przyjechać trochę później, siostra nalegała jednak bym był na 7:30, więc wyszedłem z domu. Po dotarciu do przystanku, uświadomiłem sobie, że chyba nie pamiętam jaką linią się stąd jechało na długą, popatrzyłem na spis przystanków i nigdzie nie zauważyłem długiej, przeszedłem więc na drugą stronę, by popatrzeć czy tam gdzieś znajdę, ale również nie zauważyłem, nawet przy linii C, którą zawsze, pamiętam, że jeżdżę. Odważyłem się, po pewnym czasie szukania, zapytać jakąś kobietę/ dziewczynę. Dowiedziawszy się, że powinienem wrócić na drugą stronę ulicy (podejrzewałem, że to gdzieś w tamtą stronę), skierowałem się na pasy i po jakimś czasie oczekiwania, przeszedłem na czerwonym, po czym sprawdziłem, że autobus, którym według rady mam jechać przejedzie za niedługo, i postanowiłem poczekać te około 10 minut, w międzyczasie przypominając sobie o tym, że rzeczywiście jeździłem tam chyba inną linią niż C.

Po przyjeździe (w autobusie spotkałem dwóch znajomych z uczelni, a jednego widziałem już na przystanku, z tym drugim się nawet przywitałem (z pierwszym nie było okazji, ale też chyba nie chciałem)), w niedługim czasie, dowiedziałem się, że są opracowane pytania z tego kolokwium, a dowiedziawszy się, szukałem kogoś kto może mi je wysłać, bo Szymon nie mógł (jakieś problemy techniczne), więc wysłał mi je Marcin. Szymona jeszcze po przyjeździe wypytałem na temat mojego zadania z sieci ("Protokół HTTP 1.0, okno TCP wielkości 16 KB. Przesyłamy jeden plik wielkości 100 KB
łączem o przepustowości 1 Mbit/s. Opóźnienie między nadawcą i odbiorcą wynosi 10 ms. Ile
potrwa przesłanie pliku?"), niestety nie pomógł mi dużo, ale szczęście, że od Grabarza, w czwartek, wyciągnąłem gotowy wzór (kilka razy poprawiany bo z zaskoczenia go wziąłem, akurat się "odprężał", więc jeszcze w sms'ach mi pisał co i jak powinno być by było dobrze).
Dostawszy pytania na kolokwium z inżynierii materiałowej, zacząłem je przeglądać, ale jednocześnie uczestniczyłem trochę w dyskusji więc, wiecie sami co z tego wyszło. Następnie weszliśmy do sali, gdzie po rozdaniu testów ja, jak i paru innych obok mnie zrobiliśmy zdjęcia pytań (ja trochę się bałem, ale po zobaczeniu jak to robi koleś obok, zagiąłem trochę kartkę by zasłonić telefon i zrobiłem to samo). Początkowo trochę się bałem, ale widząc, że wszyscy wokół ściągają, też uruchomiłem telefon leżący na plecaku pomiędzy moimi nogami, i zacząłem szukać odpowiednich pytań.  Wykładowca chodziła chwilę po czym dołączała do drugiego, starszego, siedzącego przy komputerze i oglądali coś razem na ekranie monitora (wyglądało to trochę jakby jeden uczeń pokazywał fajny demotywator drugiemu, na swoim ekranie). Za jakiś czas znowu chodziła i za którąś taką przechadzką, chcąc zakryć jakoś łokciem telefon (który zuchwale położyłem na blacie obok kartki), zrzuciłem go, co zaowocowało głośnym stuknięciem.
- Szybko, schowaj go - usłyszałem z prawej. Ja siedząc, trochę spanikowany, zacząłem przesuwać nogę by go zakryć czy coś, na szczęście Norbert siedzący po lewej szybko zareagował przyciągając mój telefon do siebie i chowając go w kieszeni (początkowo myślałem że schował siadając na nim). Po jakimś czasie Norbert oddał mi mój telefon, w wyniku czego mogłem kontynuować szukanie odpowiednich pytań (początkowo odpowiedziałem na parę bez ściągania, ale potem zacząłem się wspomagać). Po jakimś czasie też Norbert dał mi swoją analogową ściągę, na której znalazłszy kilka pytań i zaznaczywszy odpowiedzi (to był test wielokrotnego wyboru), podałem ściągę dalej w prawo, do kolegi który mówił - Szybko pisz i dawaj.
Po kolokwium poszedłem do biurka, by zobaczyć poprawy z kolokwiów, i odkryłem, że nastąpił progres bo z 6 punktów na ostatniej poprawie, wskoczyłem na 7 punktów, poprawiając to samo (a potrzeba 12,5, ale za obecność dawała jeden bonusowy).
Na sieciach, przed którymi Marcin (i nie tylko) puścił farbę, że chyba będzie kartkówka, zdziwiłem się przygotowawszy kartkę, że normalnie robimy dalej zadania. Parę osób znów było nieprzygotowanych (ostatnio było tylu nieprzygotowanych, że ja myślałem, że nie będę musiał prezentować swojego zadania, bo ich weźmie). Parę osób prezentowało zaległe zadania, z czego dobry był Max, bo po "monologu" kolesia, że Maxa nie było na 4 zajęciach, co stanowi 50% zajęć, więc powinno być niezaliczone, pozwolono mu prezentować zadania (zaległe i te z teraz), Max podszedł do tablicy, powiedział parę zdań po czym zaciął się na pierwszym pytaniu, które zadał ćwiczeniowiec. Był jeszcze taki koleś, mający ruchy i zachowujący się dość "subtelnie" a może "niemęsko", który szukał podczas prezentacji czegoś w książce, na tablecie i w kserówkach odpowiadając na zadawane mu pytania, i grał chyba trochę na czas, powidział też, że nie wie, czy nie jest pewny, a ćwiczeniowiec wytłumaczył, i pytał się też go kilka razy "czy chciałby pan coś dodać?".
Przyszła moja kolej (w czasie zajęć jeszcze się pytałem Szymona (siedzi obok), co myśli o wzorze który mam). Podszedłszy do tablicy oznajmiłem, że mam gotowy wzór, na co usłyszałem, dość chyba ciche "to proszę" (czy coś w tym stylu). Zacząłem wypisawszy wzór i dane, po czym powiedziałem parę rzeczy i (usłyszałem też by pisać większe litery, od ćwiczeniowca), nie widząc wiele  o wzorze, odpowiedziałem dość satysfakcjonująco (moim zdaniem), na zadane pytania. Ćwiczeniowiec aż się przesunął na swoim krzesełku, na środek sali, by widzieć co piszę. Rzuciłem też zdanie od Grabarza: "tu musimy zaokrąglić bo inaczej nam utnie kilka kilobajtów", wiedziałem też coś o "oknie" więc opowiedziałem o nim, po tym jak zostałem poproszony (na samym początku mojej prezentacji: "... więc mamy pewność, że odbiorca może łyknąć wszystkie pliki w  całość..." . W następnej "scenie" ćwiczeniowiec, opierając się o mój wzór, tłumaczy podobne zadanie (z innymi danymi).
Opuściwszy salę znalazłem na komórce sms od siostry z instrukcjami, że "wielka" torba spakowana i żebym dopakował chleb i kotlety, które leżą w lodówce od dwóch tygodni, a także z "instrukcjami spotkaniowymi".

Po powrocie z "uczelni" jakoś po spakowałem, nie ściągając kurtki, szybko plecak i dopakowałem torbę.
I po sprawdzeniu, i wysławszy sms do siostry, na liście, którą zrobiłem w czwartek wieczorem/ w nocy, czy wszystko spakowałem, opuściłem lokum, mając nieodparte wrażenie, że czegoś jednak zapomniałem. Po błyskawicznym oznajmieniu siostrze, że zaraz będę (i wsześniej, że wejdę głównym wejściem), kontynuowałem podróż, mając przy sobie jakiś bilet "Normalny" zakupiony jeszcze dawno temu. Dotarłszy do dworca, wszedłem głównym wejściem i, gdyby się nie przypomniała, przeoczyłbym moją siostrę stojącą po lewej od wejścia. Kupiwszy bilety w automatach po drugiej stronie dworca, popędziliśmy, rozmawiając, na peron numer trzy, gdzie czekał już pociąg, był dość nietypowy, bo był to tzw. "tramwaj", który nie zatrzymywał się prawie na żadnej stacji pośredniej (oprócz jednej).
W pociągu kontynuowałem swój słowotok, przez co siostra musiała mnie co jakiś czas upominać bym mówił ciszej. Po opowiedzeniu z grubsza mojego dnia w "szkole" (dalej to słowo w kontekście studiów, powoduje u mnie pewien dyskomfort), uspokoiłem się trochę i zmieniłem temat na "zaangażowanie ludzi w Polsce w życie uczelni". Po telefonie do mojego brata, wykonanym przez mą towarzyszkę podóży i dojeździe do celu, zostaliśmy podrzuceni w parę miejsc przez Brata, m. in. do urzędu miasta (po dokumenty mojej siostry (prawko i dowód)) i mnie do domu, a potem odjechali do Brata.

Ja, przyszedłszy do domu, po jakimś czasie, zacząłem rozkręcać i czyścić komputer co miałem zrobić od kilku tygodni (zamówiłem parę butelek sprężonego powietrza). Po zakurzeniu mojego pokoju i otwarciu okna, musiałem sobie znaleźć jakieś zajęcie, bo nie chciałem siedzieć w zakurzonym pokoju.
Moje rodzeństwo jeszcze później przyjechało na obiad, zostawszy wezwanym przez Tatę. Wcześniej nie chciało im się tu przychodzić.

Wieczorem, około 20, poszedłem biegać (choć na początku nie chciałem). Wykonawszy 10 okrążeń na bieżni (po dość długiej rozgrzewce) i jakieś 16 podbiegów na "trybunowch schodach", postanowiłem "dobić" to jeszcze 5 okrążeniami. Gdy kończyłem ten ostatni "blok" ćwiczeń, widziałem kilka fajerwerk wybuchających niedaleko, napjpewniej gdzieś na parkingu obok stadionu ktoś wystrzelił pozostałości z sylwestra (tylko dwa strzały).

Następnie kolacja i spać, dzisiaj około 8, gdy wstałem, zjadłszy śniadanie wyruszyłem na trening z klubem, dziś siłownia (jak od jakiegoś już czasu). Po rozgrzewce i 2 rundach na wszystkich maszynach na siłowni, było jeszcze "rozciąganie", czyli krokodylki przez kilkadziesiąt sekund i parę przeskoków + pajacyki. Następnie z Mariuszem poszliśmy na krótki spacer, po mieście, szukając czapki. Ja wróciłem przez park, a on dalej pojechał rowerkiem. W drodze powrotnej spotkałem trenera Mateusza i odpowiedziałem tylko na jego pytanie, gdzie byłem: "Odprowadzić Mariusza".
Wgapiony w telefon, czytający news'a, wróciłem do domciu, po spaghetti i szybki prysznic, a po wyschnięciu wyruszyłem do Izy. Tam pogawędziłem trochę z Gabą, Sylwią i Izą, ale głównie z Gabą. Zgrałem Sylwi zdjęcia, na użyczoną przez Gabę kartę, bo z mojego laptopa na jej tablet ciężko szło (raz od nowa trza było). Iza obraziła się na Gaba, bo chyba zbyt mało uwagi jej poświęcał, bo gadał głównie tylko ze mną. Zademonstrowałem też Khan Academy, Sylwii i Gabie, a w zamian on pokazał mi fajną "giere", w którą sobie dziś pogram na wieczór, by poczuć klimat. W międzyczasie też dzwonił Edex i chcąc jechać na premierę filmu, którego triler się nam spodobał, gdy widzieliśmy go przed filmem w kinie, próbował zaciągnąć mnie do spowrotem do Wrocławia. Ja mężnie się oparłem, ale zaraz napisał Zajax, czy mógłbym być na gg, bo o 18 on nie będzie mógł, więc napisałem, że za godzinkę, czyli około 14.
U Izy się zasiedziałem trochę, więc wchodząc już u mnie do windy, zadzwoniłem do Zajaxa, że będę za jakiej 30 do 40 minut. Jeszcze opuściwszy dom Izy zobaczyłem, że dzwoniła do mnie m. in. siostra, która akurat była w domu, więc, oddzwoniwszy, powiedziałem, że zaraz będę (nie słyszałem, jak dzwoniła bo akurat, jak graliśmy z Gabem na moim telefonie w szachy, został (telefon) w pokoju podłączony do ładowania, a my przysiadywaliśmy w kuchni. Widziałem też nieodebrane połączenie od Kuby, ale oddzwoniłem dopiero później.

Pożegnałem siostrę i brata, jadących do Wrocławia, bo siostra, jechała na urodziny koleżanki (jutro wróci), i zająłem się moimi sprawami. Pogadałem z Kubą, który mówił o tym że był u Zajaxa, ale po rozmowie przez telefon ten go nie wpuścił, więc wracał na piechtaka 4 km, z obolałą nogą (nie chciał wydawać kasy na tramwaj), powiedziałem mu, że zaraz będę mógł być na GG.

Pisaliśmy trochę z Zajax'em, za jakiś czas przyszedł Kuba więc, nie tworząc konferencji, rozmawiałem też z nim, a ojoło 16:40 Zajax się zmył, więc po zamknięciu spraw z GG (około godziny 17), zacząłem / kontynuowałem pisanie posta, co robię do teraz :D

Paręnaście minut na laptopie oglądała film, Faustynie, moja mama, ale przeniosłem ją na PC, a ja kontynuowałem pisanie.

Posta piszę dziś, bo wczoraj nie było, "trochę", internetu.

Dużo tego wyszło, mógłbym jeszcze pisać, ale kto to przeczyta? :D
Dobranoc. Idę się wreszcie uczyć (webmastering i może analiza matematyczna, bo we wtorek kolokwium), co planuje od wczoraj. Jeszcze chyba uporządkuję zdjęcia z FB i wrzucę na grupę.

Cześć.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Codzieńka #22 - Ikonki wideo

Witojcie. Jak tam życie? :) Moje życie jest w porząsiu, jak na razie, Sis, we wtorek pojechała do Belgii, drugiego dnia w nowej pracy wysłali ją na szkolenie, na jakieś 2 weeki. Ja z kolei łażę do szkoły zacieśniając więzy z ludźmi z klasy i spamując, jako jedyny postujący, linkami edukacyjnymi na naszej grupie na FB. Z razji, że Sis przed wyjazdem zrobiła cały garnek kurczaka z sosem, to wcinam codziennie po trochu, dodając ryż lub makaron. Efektem jest oszczędność pieniędzy, bo stworzyć coś smacznego można z tego co jest. W środę miałem wolne (taki plan), więc nudziłem się, a że PPsy dodała nowy podcast, to przesłuchałem sobie, znajdując parę rzeczy, na które powinno się zwrócić uwagę. I tak przykładowo mamy pytania, które myślę powinniśmy sobie zadawać każdego dnia (taki codzienny rytuał, jak ścielenie łóżka, przynajmniej u niektórych): Czy podziwiam piękno wschodzącego słońca każdego ranka i jego zachód każdego wieczoru? Czy cieszę się, gdy ktoś się do mnie uśmiecha i mnie...

Znajdźki #5

Dziś będzie zdecydowana przewaga artykułów, więc "dzieci technologii", które nie lubią czytać, nie będą zadowolone. Sam zresztą odzwyczaiłem się od czytania, ale jedziemy: Noworoczne postanowienia grafika, ale mogą też wyciągnąć coś z tego, ci którzy nie praktykują tego fachu: Postanowienia grafika Kto nie lubi uszczknąć sobie dodatkowo trochę forsy? Dla tych przedsiębiorczych :) Cashback w mBanku Bardziej "lajfstajlowo", czyli o tym jak być zadowolonym z siebie i życia (przynajmniej w teorii): Płać najpierw sobie  Dobranoc.

Codźieńka #5 - Kaloryfer ;)

Witajcie w ten piękny poniedziałkowy dzień. Żartuję. Poniedziałki nie są piękne prawda? Ja do Wrocławia trafiłem wczoraj, około 19, powróciwszy z weekendu w rodzinnym mieście. Wyjechałem późno, bo jak dowiedziałem się od siostry tramwaje i autobusy nie jeżdzą, w tę Niedzielę z powodu jakiegoś pochodu czy coś. Był to, jak się przed chwilą dowiedziałem, pochód poprzedzający wydarzenie "mianowania Wrocławia" na Europejską Stolicę Kultury 2016 . Pociąg miałem mieć o 18:44, ale się trochę spóźniłem (jakieś 2 minuty). Szczęśliwie okazało się, że ów pociąg jest spóźniony 15 minut (śpiesząc do dworca miałem nadzieję na 5 minut), i nie byłoby to nadzwyczajne gdyby nie to co stało się następnie. Mianowicie chciałem, jak zazwyczaj kupić bilet w automacie, ale ten, jak się okazuje, nie pozwala kupić biletu na pociąg, który rozkładowo już przyjechał, poszedłem więc do kasy i poczekawszy chwile w kolejce, chciałem kupić bilet, tyle że problem był taki, że kasa nie chciała go wydrukować, ...