Cześć, to znowu ja :D
Podobno piszę zbyt długie zdania, i używam zbyt wielu wtrąceń (tak powiedziała mi siostra, czytając te głupoty). Moje zdania postarają się więc być lepsze, tak o jakieś 20% ("if ju noł wot aj min").
Po pierwsze, prześladuje mnie pewien sklep. Jest to szczegół, ale chciałem o nim napisać już od dłuższego czasu. Sklep "Rabat", bo taka jego nazwa, znajdował się naprzeciwko mojego domu w MR, a teraz, co interesujące, znajduje się obok mojego domu we Wrocławiu. Dochodzę do wniosku, że ten sklep mnie śledzi. Ciekawe czy w moim kolejnym miejscu zamieszkania też będzie (przenoszę się gdzieś w marcu).
W niedzielę, gdy przyjechałem, miałem napisać o moim pomyśle na "short stora":
Obok dworca rozszalał się wielkolud wyglądający niczym Org. Rozpędzając spanikowanych ludzi podniósł swą wielką łapą przystanek, na którym stałem, czekając na autobus. Podwieźć cię? - Zapytał, trzymając w ręku przystanek i nachylając się do mnie. - Jasne - odpowiedziałem i wsiadłem na jego łapę, którą podłożył tam gdzie powinien stać autobus. Skierowaliśmy się, razem, w stronę "mojego" mieszkania, strasząc po drodze masę ludzi.
W niedzielę byłem jeszcze u Izy i Gaba po to by nadrobić to, że w sobotę się nie wyrobiłem. Gab niestety nie miał kamery więc nic nie nagrywaliśmy (mimo mojej sugestii, żeby nagrywać nowym smartfonem Izy, bo na pewno ma dobry aparat). Chyba pisałem wam o tym. Miałem też zadzwonić do cioci w niedzielę, ale znowu odkładałem to, aż w końcu zapomniałem, a gdy sobie przypomniałem to już było późno i zaraz miałem wjazd do Wrocka.
W poniedziałek byłem na poprawie z etyki w biznesie. Nie uczyłem się zbyt wiele, szczerze to prawie w ogóle. Niestety nie zdałem (ale o tym, zdaje się, też pisałem).
Z ostatnich dni, jak się okazuje, w tej chwili niewiele pamiętam, mimo że jeszcze przed chwilą pamiętałem większość. Dopiszę to w następnym poście (może :D).
Wczoraj jedliśmy z siostrą parę "ciekawych" dań. Jednym z nich była papryka pieczona z cebulą, danie proste acz bardzo smaczne. Siostra podczas konsumpcji dawała mi rady jak takowe danie wykonać.
Wczoraj był też koniec semestr. Ja wczoraj chciałem, poprawiać sieci, niestety, nie udało się. Przyszedłem na uczelnię jakoś przed 11 (nie miałem porannych laboratoriów z TI), ale zapytawszy się czy dziś jest poprawa z sieci dowiedziałem się, że już się rozpoczęła. Widziałem po drodze wykładowce z sieci, który zmierzał na salę, ale to zignorowałem. Postanowiłem więc czekać, w kolejce na konsultacje z grafiki inżynierskiej by oddać rysunek. Rysunek oddałem panu Z, który siedział w jednym gabinecie z innymi (m. in. panem Pr i panem Po, nie, nie z Kung fu pandy :D ).
Pan Z, wodząc palcem nad moim nazwiskiem, nie mógł go dostrzec na liście, więc poproszony o to, ,wskazałem je. Komentarz do mojego rysunku nie był zbyt pozytywny (choć z drugiej stron...), a brzmiał: "Jest źle, nawet nie sprawdzam, ma pan 3". W efekcie dostałem informacje, że się obniżyłem, ale mam 4.0 na koniec. YAY!!!
Po konsultacjach rozmawiałem przez dłuższy czas z Norbertem i jakimś kolesiem. Powiedziałem, że sobie idę, na co usłyszałem pytanie czy nie piszę "Algebry". Odszedłem mówiąc, że mnie się nie chce, ale po jakimś czasie powróciłem tłumacząc się tym, że mam zbyt dużo nieobecności.
Do algebry miałem jakieś 2h ponieważ algebra była dopiero na 13:15, jak sprawdziłem opuszczając na chwilę chłopaka, z którym rozmawiałem. Dopiero później poznałem imię Mateusza, gdy mi się przedstawił po jakimś czasie.
Na algebrze nie napisałem zbyt wiele, więcej narysowałem na marginesach. Mimo tego, że przed algebrą miałem dużo czasu, nie uczyłem się. Przed zajęciami koledzy z grupy obgadali też parę zadań, które mogły być i nawet dali mi książkę. W efekcie przepisałem tylko wzory z pytań :P
Po powrocie (siostra nie chciała wierzyć, że nie mam więcej zajęć), wziąłem się za czytanie zaległych rzeczy (blogi i inne artykuły). Miałem powrócić dopiero o 19, ale byłem już o 15.
Jutro egzamin z fizyki, którego nareszcie znam godzinę i miejsce. W pliku pdf z terminami podali tylko dni, ale nie było ani godzin ani miejsc egzaminów. Na szczęście kolega powiedział, że kartka z egzaminem z fizyki wisi naprzeciw dziekanatu. Pozostałe terminy zdobyliśmy od nauczyciela z ćwiczeń. Terminy powinny też być udostępnione na grupie na Facebooku, na co zadeklarował się kolega dający wskazówki jeśli chodzi o egzamin z fizyki.
Jutro egzamin, ja się jeszcze nie zacząłem uczyć, ale akurat z fizyki to liczę na poprawkowy. Na algebrę i analizę, się pouczę bo to wymaga tylko przerobienia zadań (fizyka też, ale to fizyka :D ).
Analiza jest w poniedziałek, więc mam weekend.
Od "babci" i dziadka dostałem piwko, po tym jak powiedziałem, że nic nie chcę, a piwo pije okazjonalnie.
W jakoś we wtorek zrobiliśmy z siostrą małe sprzątanko i dołożyliśmy drugi komputer, na biurko. Teraz nasze główne "miejsce aktywności" wygląda tak:
Właśnie siedzimy razem i wykorzystujemy łączę :)
Dziś na śniadanie były zapiekanki z jajkiem i szynkom, a także kanapeczka z serkiem (zgadnijcie co za serek).
Co ciekawe wstałem o 7:33, mimo że telefon (więc też budzik) się rozładował. Jest to ciekawe bo poszedłem spać po północy. Może organizm już się przyzwyczaił, jak to mówią, do rytmu około dobowego.
Zrobiłem też postępy z "Pokojem na Ziemi" i "Sprzedawcą broni". Swoją drogą polecam, bardzo dobre książki. Lem'a poleciłem Grabarzowi, bo zadawał znowu pytania natury filozoficznej, związane z ręką i jej ruchomością (i ogólnie z ciałem), a to przywiodło mi na myśl, właśnie tę książkę.
Miłego dnia życzę, ja idę spróbować uczyć się na jutro... ale najpierw poczytam jeszcze troszkę :)
Podobno piszę zbyt długie zdania, i używam zbyt wielu wtrąceń (tak powiedziała mi siostra, czytając te głupoty). Moje zdania postarają się więc być lepsze, tak o jakieś 20% ("if ju noł wot aj min").
Po pierwsze, prześladuje mnie pewien sklep. Jest to szczegół, ale chciałem o nim napisać już od dłuższego czasu. Sklep "Rabat", bo taka jego nazwa, znajdował się naprzeciwko mojego domu w MR, a teraz, co interesujące, znajduje się obok mojego domu we Wrocławiu. Dochodzę do wniosku, że ten sklep mnie śledzi. Ciekawe czy w moim kolejnym miejscu zamieszkania też będzie (przenoszę się gdzieś w marcu).
W niedzielę, gdy przyjechałem, miałem napisać o moim pomyśle na "short stora":
Obok dworca rozszalał się wielkolud wyglądający niczym Org. Rozpędzając spanikowanych ludzi podniósł swą wielką łapą przystanek, na którym stałem, czekając na autobus. Podwieźć cię? - Zapytał, trzymając w ręku przystanek i nachylając się do mnie. - Jasne - odpowiedziałem i wsiadłem na jego łapę, którą podłożył tam gdzie powinien stać autobus. Skierowaliśmy się, razem, w stronę "mojego" mieszkania, strasząc po drodze masę ludzi.
W niedzielę byłem jeszcze u Izy i Gaba po to by nadrobić to, że w sobotę się nie wyrobiłem. Gab niestety nie miał kamery więc nic nie nagrywaliśmy (mimo mojej sugestii, żeby nagrywać nowym smartfonem Izy, bo na pewno ma dobry aparat). Chyba pisałem wam o tym. Miałem też zadzwonić do cioci w niedzielę, ale znowu odkładałem to, aż w końcu zapomniałem, a gdy sobie przypomniałem to już było późno i zaraz miałem wjazd do Wrocka.
W poniedziałek byłem na poprawie z etyki w biznesie. Nie uczyłem się zbyt wiele, szczerze to prawie w ogóle. Niestety nie zdałem (ale o tym, zdaje się, też pisałem).
Z ostatnich dni, jak się okazuje, w tej chwili niewiele pamiętam, mimo że jeszcze przed chwilą pamiętałem większość. Dopiszę to w następnym poście (może :D).
Wczoraj jedliśmy z siostrą parę "ciekawych" dań. Jednym z nich była papryka pieczona z cebulą, danie proste acz bardzo smaczne. Siostra podczas konsumpcji dawała mi rady jak takowe danie wykonać.
Wczoraj był też koniec semestr. Ja wczoraj chciałem, poprawiać sieci, niestety, nie udało się. Przyszedłem na uczelnię jakoś przed 11 (nie miałem porannych laboratoriów z TI), ale zapytawszy się czy dziś jest poprawa z sieci dowiedziałem się, że już się rozpoczęła. Widziałem po drodze wykładowce z sieci, który zmierzał na salę, ale to zignorowałem. Postanowiłem więc czekać, w kolejce na konsultacje z grafiki inżynierskiej by oddać rysunek. Rysunek oddałem panu Z, który siedział w jednym gabinecie z innymi (m. in. panem Pr i panem Po, nie, nie z Kung fu pandy :D ).
Pan Z, wodząc palcem nad moim nazwiskiem, nie mógł go dostrzec na liście, więc poproszony o to, ,wskazałem je. Komentarz do mojego rysunku nie był zbyt pozytywny (choć z drugiej stron...), a brzmiał: "Jest źle, nawet nie sprawdzam, ma pan 3". W efekcie dostałem informacje, że się obniżyłem, ale mam 4.0 na koniec. YAY!!!
Po konsultacjach rozmawiałem przez dłuższy czas z Norbertem i jakimś kolesiem. Powiedziałem, że sobie idę, na co usłyszałem pytanie czy nie piszę "Algebry". Odszedłem mówiąc, że mnie się nie chce, ale po jakimś czasie powróciłem tłumacząc się tym, że mam zbyt dużo nieobecności.
Do algebry miałem jakieś 2h ponieważ algebra była dopiero na 13:15, jak sprawdziłem opuszczając na chwilę chłopaka, z którym rozmawiałem. Dopiero później poznałem imię Mateusza, gdy mi się przedstawił po jakimś czasie.
Na algebrze nie napisałem zbyt wiele, więcej narysowałem na marginesach. Mimo tego, że przed algebrą miałem dużo czasu, nie uczyłem się. Przed zajęciami koledzy z grupy obgadali też parę zadań, które mogły być i nawet dali mi książkę. W efekcie przepisałem tylko wzory z pytań :P
Po powrocie (siostra nie chciała wierzyć, że nie mam więcej zajęć), wziąłem się za czytanie zaległych rzeczy (blogi i inne artykuły). Miałem powrócić dopiero o 19, ale byłem już o 15.
Jutro egzamin z fizyki, którego nareszcie znam godzinę i miejsce. W pliku pdf z terminami podali tylko dni, ale nie było ani godzin ani miejsc egzaminów. Na szczęście kolega powiedział, że kartka z egzaminem z fizyki wisi naprzeciw dziekanatu. Pozostałe terminy zdobyliśmy od nauczyciela z ćwiczeń. Terminy powinny też być udostępnione na grupie na Facebooku, na co zadeklarował się kolega dający wskazówki jeśli chodzi o egzamin z fizyki.
Jutro egzamin, ja się jeszcze nie zacząłem uczyć, ale akurat z fizyki to liczę na poprawkowy. Na algebrę i analizę, się pouczę bo to wymaga tylko przerobienia zadań (fizyka też, ale to fizyka :D ).
Analiza jest w poniedziałek, więc mam weekend.
Od "babci" i dziadka dostałem piwko, po tym jak powiedziałem, że nic nie chcę, a piwo pije okazjonalnie.
W jakoś we wtorek zrobiliśmy z siostrą małe sprzątanko i dołożyliśmy drugi komputer, na biurko. Teraz nasze główne "miejsce aktywności" wygląda tak:
Dziś na śniadanie były zapiekanki z jajkiem i szynkom, a także kanapeczka z serkiem (zgadnijcie co za serek).
Co ciekawe wstałem o 7:33, mimo że telefon (więc też budzik) się rozładował. Jest to ciekawe bo poszedłem spać po północy. Może organizm już się przyzwyczaił, jak to mówią, do rytmu około dobowego.
Zrobiłem też postępy z "Pokojem na Ziemi" i "Sprzedawcą broni". Swoją drogą polecam, bardzo dobre książki. Lem'a poleciłem Grabarzowi, bo zadawał znowu pytania natury filozoficznej, związane z ręką i jej ruchomością (i ogólnie z ciałem), a to przywiodło mi na myśl, właśnie tę książkę.
Miłego dnia życzę, ja idę spróbować uczyć się na jutro... ale najpierw poczytam jeszcze troszkę :)




Komentarze
Prześlij komentarz