Cześć, piszę tego posta z drobnym opóźnieniem (nie tylko post ma
opóźnienie :D ), bowiem miał on się, pierwotnie ukazać jakoś w
niedzielę, a najpóźniej w poniedziałek. Nie udało się hehe...
Na weekend byłem w domciu, w sensie w rodzinnym mieście i chciałem tam się uczyć i zrobić parę zadań, ale wyszło jak zawsze, czyli zmarnowałem trochę czasu. Dodatkowo dałem się skusić na słodycze, co stanowi złamanie moich zasad.
W piątek pomagałem przyjacielowi napisać stronkę, próbowałem też odzyskać moją książkę o HTML5 i CSS3, ale powiedział, że dopiero po egzaminie (uczęszcza do "technikum informatycznego"). Po jakichś 3 godzinach (wszystko idzie dużo wolniej gdy musisz coś tłumaczyć, szybciej jest samemu coś zrobić) wróciłem do domciu z poczuciem nieubłaganie biegnącego czasu.
W sobotę działo się tyle, że byłem na siłowni stadionowej razem z klubem biegowym. Reszta dnia przebiegła w sumie standardowo, czyli YouTube i surfowanie w Internecie (byłem jeszcze u Izy i Gaba, zeszło mi tam z 3 godziny, a zdjęć i filmów z sylwestra Sylwii i tak nie udało się przesłać, bo bateria w Elicie (mój laptop) padła). W niedzielę, będąc, po korkach z matmy, w Biedronce zauważyłem "dziwnych ludzi", mieli oni bowiem na sobie naklejki z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (głównie na czapkach), pomyślałem, że coś się święci i pewnie pod kościołem spotkam "wolontariat". Jak po mszy się okazało, nie pomyliłem się i nawet chciałem wrzucić złotóweczkę, bo myślałem, że portfel mam na wierzchu, a tu się okazuje, że żeby się do niego dostać muszę rozpiąć kurtkę i dostać się do wewnętrznej kieszeni, myślę "Nie chce mi się i tak nie chciałem im dawać kasy" (no może trochę inaczej), i już schyliłem się odpinając rower, gdy mój mózg zaczął mnie maltretować, a "chęć pośredniej pomocy" i posiadania serduszka była tak wielka, że przezwyciężyła moje lenistwo i skłonność do oszczędzania (no dobra, "skąpstwo"), i po krótkiej walce wewnętrznej, poszedłem z rowerem zdobyć naklejkę, stałem nawet w kolejce dwuosobowej, bo każdy chciał naklejkę xD. Na szczęście był jeden wolontariusz wolny i "szybko-obsługowo" załatwiłem sprawę, po czym, jadąc rowerkiem razem z "moim nowym serduszkiem", obrałem kurs na dom.
W niedzielę też mieliśmy nagrywać z Gabrysiem, ale napisał sms, że nie ma kamery więc nagramy w poniedziałek przez telefon.
W poniedziałek wieczorem, gdy już po powrocie do Wrocławia, a było z tym troszeczkę zamieszania, bo strasznie mi się nie chciało wracać przez co dwa razy odkładałem wyjazd (drugi raz, bo się spóźniłem), siedziałem przy kompie w pokoiku, zadzwonił Gabriel, z zamiarem nagrywania, ale po próbie i sprawdzenie, że przez telefon, mikrofon w jego kamerce wyłapuje dźwięk, zbyt cicho, zaproponowałem nagranie "jak to wygląda po mojej stronie" za pomocą kamerki z laptopa, na co się zgodził prawie natychmiast. Dziś się okazało, że po tym jak nagrałem kilka razy tą scenę i wrzuciłem na hosting, Gaba nie mógł (nie zauważył przycisku "pomiń reklamę", a potem mu zablokowało stronę) pobrać pliku, więc dałem mu link do innego hostingu i przy okazji bezpośrednio na Facebook'u wysłałem. Powinno być w porządku, pomijając to że Lightworks, w darmowej wersji, nie chce renderować w Full HD.
Wczoraj miałem rysować jeden rysunek do rysunku złożeniowego na grafikę inżynierską, ale narysuję dzisiaj, a sprawdziwszy plan na jutro (JSOS zmienił interfrejs od wczoraj) i stwierdziwszy, że mam jutro na 11 (tak myślałem), pewnie zrobię to jutro, "bo mam czas".
Miałem trzymać się planu pisania posta, zwięźle i tylko te tematy które mam na liście, ale jakoś zawsze lubiłem się rozpisywać o pierdołach (wybaczcie). Dziś obiad jadłem dwa razy, myśląc za drugim razem, że skoro jest rabat, to wezmę więcej, niestety rabat był o 16:30, a nie o 16 jak myślałem. Specjalnie siedziałem z laptopem na uczelni dłużej czekając, byłem głodny (obiead był o 11, po czym pojechałem poprawiać inżynierię materiałową). Na inżynierię miałem się dużo uczyć, ale ledwo skończyłem jedną prezentację (serfując w międzyczasie po internecie).
Idę dziś się kąpać, dlaczego o tym piszę, bo w Trzech Króli mi się udało bo mogłem to zrobić w rodzinnym domu, a tu się trochę wstydzę, chyba dlatego też w poniedziałek nie biegałem xD
Jutro przyjeżdża moja siostra, nie mogę się doczekać.
Chyba przede mną jeszcze dużo treningu w pisaniu postów, tak by was nie zanudzać i nie trwonić waszego czasu :D
Na weekend byłem w domciu, w sensie w rodzinnym mieście i chciałem tam się uczyć i zrobić parę zadań, ale wyszło jak zawsze, czyli zmarnowałem trochę czasu. Dodatkowo dałem się skusić na słodycze, co stanowi złamanie moich zasad.
W piątek pomagałem przyjacielowi napisać stronkę, próbowałem też odzyskać moją książkę o HTML5 i CSS3, ale powiedział, że dopiero po egzaminie (uczęszcza do "technikum informatycznego"). Po jakichś 3 godzinach (wszystko idzie dużo wolniej gdy musisz coś tłumaczyć, szybciej jest samemu coś zrobić) wróciłem do domciu z poczuciem nieubłaganie biegnącego czasu.
W sobotę działo się tyle, że byłem na siłowni stadionowej razem z klubem biegowym. Reszta dnia przebiegła w sumie standardowo, czyli YouTube i surfowanie w Internecie (byłem jeszcze u Izy i Gaba, zeszło mi tam z 3 godziny, a zdjęć i filmów z sylwestra Sylwii i tak nie udało się przesłać, bo bateria w Elicie (mój laptop) padła). W niedzielę, będąc, po korkach z matmy, w Biedronce zauważyłem "dziwnych ludzi", mieli oni bowiem na sobie naklejki z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (głównie na czapkach), pomyślałem, że coś się święci i pewnie pod kościołem spotkam "wolontariat". Jak po mszy się okazało, nie pomyliłem się i nawet chciałem wrzucić złotóweczkę, bo myślałem, że portfel mam na wierzchu, a tu się okazuje, że żeby się do niego dostać muszę rozpiąć kurtkę i dostać się do wewnętrznej kieszeni, myślę "Nie chce mi się i tak nie chciałem im dawać kasy" (no może trochę inaczej), i już schyliłem się odpinając rower, gdy mój mózg zaczął mnie maltretować, a "chęć pośredniej pomocy" i posiadania serduszka była tak wielka, że przezwyciężyła moje lenistwo i skłonność do oszczędzania (no dobra, "skąpstwo"), i po krótkiej walce wewnętrznej, poszedłem z rowerem zdobyć naklejkę, stałem nawet w kolejce dwuosobowej, bo każdy chciał naklejkę xD. Na szczęście był jeden wolontariusz wolny i "szybko-obsługowo" załatwiłem sprawę, po czym, jadąc rowerkiem razem z "moim nowym serduszkiem", obrałem kurs na dom.
W niedzielę też mieliśmy nagrywać z Gabrysiem, ale napisał sms, że nie ma kamery więc nagramy w poniedziałek przez telefon.
W poniedziałek wieczorem, gdy już po powrocie do Wrocławia, a było z tym troszeczkę zamieszania, bo strasznie mi się nie chciało wracać przez co dwa razy odkładałem wyjazd (drugi raz, bo się spóźniłem), siedziałem przy kompie w pokoiku, zadzwonił Gabriel, z zamiarem nagrywania, ale po próbie i sprawdzenie, że przez telefon, mikrofon w jego kamerce wyłapuje dźwięk, zbyt cicho, zaproponowałem nagranie "jak to wygląda po mojej stronie" za pomocą kamerki z laptopa, na co się zgodził prawie natychmiast. Dziś się okazało, że po tym jak nagrałem kilka razy tą scenę i wrzuciłem na hosting, Gaba nie mógł (nie zauważył przycisku "pomiń reklamę", a potem mu zablokowało stronę) pobrać pliku, więc dałem mu link do innego hostingu i przy okazji bezpośrednio na Facebook'u wysłałem. Powinno być w porządku, pomijając to że Lightworks, w darmowej wersji, nie chce renderować w Full HD.
Wczoraj miałem rysować jeden rysunek do rysunku złożeniowego na grafikę inżynierską, ale narysuję dzisiaj, a sprawdziwszy plan na jutro (JSOS zmienił interfrejs od wczoraj) i stwierdziwszy, że mam jutro na 11 (tak myślałem), pewnie zrobię to jutro, "bo mam czas".
Miałem trzymać się planu pisania posta, zwięźle i tylko te tematy które mam na liście, ale jakoś zawsze lubiłem się rozpisywać o pierdołach (wybaczcie). Dziś obiad jadłem dwa razy, myśląc za drugim razem, że skoro jest rabat, to wezmę więcej, niestety rabat był o 16:30, a nie o 16 jak myślałem. Specjalnie siedziałem z laptopem na uczelni dłużej czekając, byłem głodny (obiead był o 11, po czym pojechałem poprawiać inżynierię materiałową). Na inżynierię miałem się dużo uczyć, ale ledwo skończyłem jedną prezentację (serfując w międzyczasie po internecie).
Idę dziś się kąpać, dlaczego o tym piszę, bo w Trzech Króli mi się udało bo mogłem to zrobić w rodzinnym domu, a tu się trochę wstydzę, chyba dlatego też w poniedziałek nie biegałem xD
Jutro przyjeżdża moja siostra, nie mogę się doczekać.
Chyba przede mną jeszcze dużo treningu w pisaniu postów, tak by was nie zanudzać i nie trwonić waszego czasu :D
Komentarze
Prześlij komentarz