Przejdź do głównej zawartości

Cotygodniówka #13 - Poczucie winy.



Witam, jak tam u Was? Jutro poniedziałek, gotowi na to?
Moje życie ostatnio nabiera coraz większego tempa i nie jestem pewny czy mi to odpowiada, z jednej strony mam mniej czasu na depresyjne myślenie, ale z drugiej nie mam czasu na wszystko na co bym chciał, co uważam że jest ważne. Przez to tempo tyż w sumie nie pamiętam dobrze tego tygodnia, mój mózg chyba nie ma na to czasu hihi… Nie pamiętam, żeby w tym tygodniu były jakieś większe zgrzyty. Żałuję tylko trochę, że nie biegałem, bo jestem trochę chory, więc wolałem dać sobie spokój (pewnie niemały wpływ miało na to lenistwo). Ostrzegali mnie w tamtym tygodniu, żeby nie biegać nie mając odpowiedniego stroju. Oczywiście nie posłuchałem się, jak to ja. Teraz będę cierpiał, tradycyjnie już. 



Jestem jednak zadowolony, bo w tygodniu udało mi się skontaktować z paroma fajnymi osobami, z którymi relacja jest dla mnie ważna. Dawno z Nimi się nie kontaktowałem, a myślę, że to naprawdę wartościowi ludzie, zwłaszcza Zex. Udało mi się to, mimo, że miewam ostatnio chronicznie mało czasu, przynajmniej powierzchownie można tak powiedzieć. Wziąłem wolną środę, by się pouczyć na studia, i może tyż dzięki temu, udało się porozmawiać z Zexem.
W piątek jak zawsze wszystko w pośpiechu, żeby mieć więcej czasu i przygotować się na studia. Zaś sobota, to już studia po całości, choć tylko do 14. Siostra mnie rano zwiozła na studia (zawozi mnie po tym jak pierwszy raz jechałem mega przepełnionym autobusem i nie mogliśmy przez 15 minut ruszyć z przystanku). Mało rozmawiamy podczas jazdy, ogólnie mało rozmawiamy (przynajmniej w porównaniu do tego ile rozmawiam z innymi). Ten dzień był fajny, zrezygnowałem z pójścia do drugiej szkoły, uznając spotkanie ze znajomym za ważniejsze. Nie widziałem się z Nim dość dawno. Trochę, w trakcie, się pokomplikowało. Rano dostałem smsa od innego kolegi, akurat miałem wykład, ale od razu odpisałem. Po jakimś czasie zobaczyłem, że się nie wysłało, czasem tak bywa, spróbowałem jeszcze raz. Żadna ilość prób nie poskutkowało, prawdopodobnie miałem zerowy stan konta. 

Wykładowczyni przynudzała, jak zawsze sama się trochę plątała w zeznaniach, chyba nie ma jeszcze dużego doświadczenia w przekazywaniu wiedzy. Mało osób, które wcześniej nie miały do czynienia z programowaniem zrozumiało, jak mniemam. Później był wykład z matmy, i jak ucząc się w środę zacząłem wierzyć, że jestem w stanie ogarnąć ten przedmiot, tak po wykładzie zwątpiłem w sens swojego istnienia. Rzeczy nie dość, że były dość trudne, to wykładowczyni, jak sama wspominała, opisała to zagadnienie w rekordowym tempie, gdyż w tym roku liczba godzin jest strasznie zmniejszona i praktycznie na nic nie ma czasu.

Po wykładach próbowałem się dodzwonić do paru osób. Potwierdziły się moje obawy, nie miałem nic na koncie i nie mogłem wykonywać połączeń. Spróbowałem zadzwonić do partnerki. Zdziwiłem się, do Niej mogłem się dodzwonić bez problemu, nie wiem dlaczego do Niej mam za darmo, na co wszystko wskazuje. Należało by zbadać ten temat. Nie odebrała jednak. Później oczywiście oddzwoniła, ale ja akurat byłem zajęty rozmową, a nie wpadłem na to, że rozpaczliwe wibracje telefonu to Ona. Zadzwoniłem tyż niechcący do przyjaciela. Oddzwonił, ale tyż nie odebrałem niestety. Nie oddzwoniłem już. Zacząłem się trochę stresować, bo było już po 14, a właśnie po 14 miałem spotkać się z Aka, do którego oczywiście nie mogłem się połączyć. 

Sobota była tyż dniem sukcesów komunikacyjnych, na wykładzie z programowania zdobyłem kontakt do znajomej (którą ledwo znam) i po  raz kolejny udowodniłem sobie, że jeśli ktoś nie chce o sobie rozmawiać pierwszy, to zdradzenie swoich sekretów i poopowiadanie o samym sobie,, mimo że może wydawać się egoistyczne, działa czasem bardzo dobrze na rozruszanie rozmowy.
Niecierpliwiąc się, pojechałem autobusem w, tradycyjne już, miejsce mojej przesiadki na drodze do drugiej szkoły lub do domu. Rozpaczliwie dalej szukałem sposobu na dodzwonienie się do Aka , z którym za chwilę miałem się spotkać (nie ustalaliśmy dokładnej godziny, ani miejsca). Zapytałem nawet jakiegoś przechodnia czy nie pozwoliłby mi zadzwonić, tylko mogłem Mu wytłumaczyć sytuacje, a tak zapytałem tylko czy mogę zadzwonić na pewien numer, więc oczywiście się nie zgodził. Na szczęście zaraz przyjechał tramwaj. W tramwaju, wreszcie przypomniałem sobie, że jedna z kart SIM w moim telefonie jest wyłączona, a numer do niej właśnie podałem Aka. Po jej włączeniu otrzymałem tylko smsa od Aka, że się spóźni. 

Wracając w pośpiechu tramwajem, a później dość duży odcinek na piechotę, miałem nadzieję, że Aka do mnie zadzwoni, i jeszcze będę w stanie zawrócić na dworzec i Go zabrać zanim wejdę do domu. Niestety, nie zadzwonił. Po wejściu do domu, rozmawiając jednocześnie z moją partnerką, przerwałem na chwilkę rozmowę by pogadać z siostrą. Chciałem pożyczyć pieniądze i powiedzieć, żeby mi doładowała telefon. W międzyczasie akurat zadzwonił Aka, że już jest na dworcu, powiedziałem mu, że będę za jakieś 15 minut po Niego, zjadłem parę łyżek zupy, pożyczyłem kasę i wybiegłem z domu rozmawiając po drodze znowu z partnerką przez telefon. Wziąłem autobus, mając jeszcze bilety, które rano zakupiłem. Szybko złapałem autobus, w międzyczasie jeszcze oddzwaniając do znajomego, który rano wysłał smsa, pierwszy raz w życiu usłyszałem Jego głos. Fajnie i bardzo przyjemnie się z Nim rozmawiało, niestety niezbyt długo, bo szybko znalazłem się na dworcu, pod KFC, gdzie zaraz spotkałem się z Aka. 
 


Po odebraniu Aka z KFC, poszliśmy do nowej galerii przy dworcu, o nazwie Wroclavia. Obczailiśmy parę miejsc m.in. kino, gdzie rzuciliśmy okiem na spis seansów, po czym skierowaliśmy się do mnie do domu. W domciu chwilę szamaliśmy jedzonko, które akurat siostra przygotowała, sprawdziliśmy seanse jeszcze raz, znaleźliśmy larwę w jednym cukierku (serio xD) i wyszliśmy szybciorem znowu do kina w galerii. Jak się okazało nie było wolnych miejsc obok siebie (prócz zarezerwowanych już), więc zrezygnowaliśmy i poszliśmy coś jeszcze zjeść. Później znaleźliśmy się na rynku (doszliśmy tam piechotką), zaczęliśmy szukać Herbacirni, ale się nie udało. Obraliśmy za cel inną Herbaciarnię, znowu nic. Przeciskając się kolejny raz z kolei przez tłum ludzi na rynku, między stoiskami targu z drewnianymi budkami sprzedającymi wszelakie produkty, skierowaliśmy się do Czekoladziarni, oczywiście była zapchana ludźmi, toteż poszliśmy na ciastko…. Ale widząc ogromną kolejkę po przepychaliśmy się jeszcze trochę, a później zaliczyliśmy równie zapchany McDonald (nienawidzę, ehh…). Pierwszy raz piłem shake’a, dobra rzecz (truskawkowego wziąłem), ale nadal uważam to za mało zdrowy rarytas (i jeszcze mózg mnie bolał, bo nie dałem rady tego wolno ciumciać xD).

Niedziela zapowiadała się dobrze. Zaspałem (bo robiłem zadanie na Efektywną naukę i wysyłałem coś koleżance) , siostra mnie obudziła, ale zdążyliśmy przed korkami. Wspomniała o przeprowadzce. Że z mężem planują się za rok przeprowadzić, wtedy ja sam zostanę na wynajmowanym mieszkaniu, a to jest najtańsza oferta w tym mieście, więc fajnie by było ją utrzymać. Czyli powiedziała, że powinienem do tego czasu znaleźć dobrą pracę we Wro, żeby opłacić to mieszkanie…  Najlepsze jest to, że mieszkanie w rodzinnym mieście ma tyż być przepisane na mnie, więc będę miał dwa mieszkania do opłacenia. Siostra na szczęście podsunęła pomysł, że mogę komuś jeden pokój wynająć. Trochę to ratuje sprawę, ale za najniższą krajową (jaką obecnie zarabiam) na bank i tak nie dam rady opłacić. Trza znaleźć dobrą pracę. Zapomniałem telefonu wziąć z pośpiechu tego… Trochę się martwiłem, że nie zrobiłem tego co zawsze robimy z partnerką, czyli witamy się, wymieniamy przemyśleniami i ewentualnymi snami, życząc sobie wzajemnie miłego dnia. Pośpiech i zapominalstwo uniemożliwiły mi to, co spowodowało duży stres. Cały czas myśli mi odbiegały od matematyki w stronę tego, myślałem jak bardzo mi tego brak i żeby Ją przeprosić. W końcu postanowiłem zrobić mały Inbox w zeszycie, pomogło na trochę, lecz myśli powróciły i na innych zajęciach. Nie maiłem telefonu, więc nie mogłem dać im upustu i przeprosić. No, ale jakoś przez większość dnia dałem radę się skupić na innych rzeczach, by wracając ze studiów powrócić do moich zmartwień. Wszystkie tramwaje i autobusy nagle zaczęły wydawać się powolne, a droga do domu niemiłosiernie długa. Oczywiście prawie od razu po powrocie zadzwoniłem, nie odebrała, nie mogła. Wysłałem smsa z przeprosinami. Odpisała, że nic się nie stało, w zasadzie to nawet mnie uspokoiło, lecz to nie wystarczyło, dalej przepraszałem. 

Po jakimś czasie się zreflektowałem i przestałem, martwiąc się jednak i będąc zły na cały świat, ze nie odpisuje (mimo, że wiedziałem, że jest zajęta). W końcu zająłem się powrotem do domu, do miasta rodzinnego, ogarnięciem się, po drodze myśląc nad postem i odwracając uwagę od zmartwień, pisząc ze Świeżym o tym jak obaj jesteśmy zarobieni.

Przez ten tydzień zacząłem tyż myśleć, co zostało zainicjowane przez moją partnerkę i mego przyjaciela, czy na pewno robienie dwóch szkół jednocześnie jest dobrym rozwiązaniem. Coraz bardziej myślę, żeby zrezygnować z drugiej szkoły (osoba z którą jestem w związku ma chyba niezły dar przekonywania), choć już w zasadzie niedługo ją kończę. I teraz nie wiem co zrobić.
Rozmyślam tyż ostatnio nad kupnem tabletu. Tablet graficzny zamierzałem kupić dopiero jak nauczę się dobrze rysować, ale bardzo chciałbym już zacząć na tablecie, mam Flasha, który tylko czeka na to. W poprzedniej, złej wersji mojego myślenia o tym, chciałem się zacząć na serio uczyć rysować dopiero gdy kupię tablet. Planuję kupić taki tablet jak dziewczyna, z którą jestem, ale na razie brak pieniędzy na koncie mnie powstrzymuje, a ze skarbonki nie wyciągnę. Myślę, że lepiej żałować że się coś kupiło, niż że się nie kupiło, takie myślenie mi kiedyś pokazał jeden znajomy (masażysta, który zajmował się „rehabilitacją” mojej nogi). Przeczytał o tym, czy usłyszał gdzieś, a ja uznałem to za nawet niezły punkt widzenia, i uzasadnienie dla pragnień.

No to chyba tyle ;) Pozdrawiam.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Codzieńka #22 - Ikonki wideo

Witojcie. Jak tam życie? :) Moje życie jest w porząsiu, jak na razie, Sis, we wtorek pojechała do Belgii, drugiego dnia w nowej pracy wysłali ją na szkolenie, na jakieś 2 weeki. Ja z kolei łażę do szkoły zacieśniając więzy z ludźmi z klasy i spamując, jako jedyny postujący, linkami edukacyjnymi na naszej grupie na FB. Z razji, że Sis przed wyjazdem zrobiła cały garnek kurczaka z sosem, to wcinam codziennie po trochu, dodając ryż lub makaron. Efektem jest oszczędność pieniędzy, bo stworzyć coś smacznego można z tego co jest. W środę miałem wolne (taki plan), więc nudziłem się, a że PPsy dodała nowy podcast, to przesłuchałem sobie, znajdując parę rzeczy, na które powinno się zwrócić uwagę. I tak przykładowo mamy pytania, które myślę powinniśmy sobie zadawać każdego dnia (taki codzienny rytuał, jak ścielenie łóżka, przynajmniej u niektórych): Czy podziwiam piękno wschodzącego słońca każdego ranka i jego zachód każdego wieczoru? Czy cieszę się, gdy ktoś się do mnie uśmiecha i mnie...

Znajdźki #5

Dziś będzie zdecydowana przewaga artykułów, więc "dzieci technologii", które nie lubią czytać, nie będą zadowolone. Sam zresztą odzwyczaiłem się od czytania, ale jedziemy: Noworoczne postanowienia grafika, ale mogą też wyciągnąć coś z tego, ci którzy nie praktykują tego fachu: Postanowienia grafika Kto nie lubi uszczknąć sobie dodatkowo trochę forsy? Dla tych przedsiębiorczych :) Cashback w mBanku Bardziej "lajfstajlowo", czyli o tym jak być zadowolonym z siebie i życia (przynajmniej w teorii): Płać najpierw sobie  Dobranoc.

Codźieńka #5 - Kaloryfer ;)

Witajcie w ten piękny poniedziałkowy dzień. Żartuję. Poniedziałki nie są piękne prawda? Ja do Wrocławia trafiłem wczoraj, około 19, powróciwszy z weekendu w rodzinnym mieście. Wyjechałem późno, bo jak dowiedziałem się od siostry tramwaje i autobusy nie jeżdzą, w tę Niedzielę z powodu jakiegoś pochodu czy coś. Był to, jak się przed chwilą dowiedziałem, pochód poprzedzający wydarzenie "mianowania Wrocławia" na Europejską Stolicę Kultury 2016 . Pociąg miałem mieć o 18:44, ale się trochę spóźniłem (jakieś 2 minuty). Szczęśliwie okazało się, że ów pociąg jest spóźniony 15 minut (śpiesząc do dworca miałem nadzieję na 5 minut), i nie byłoby to nadzwyczajne gdyby nie to co stało się następnie. Mianowicie chciałem, jak zazwyczaj kupić bilet w automacie, ale ten, jak się okazuje, nie pozwala kupić biletu na pociąg, który rozkładowo już przyjechał, poszedłem więc do kasy i poczekawszy chwile w kolejce, chciałem kupić bilet, tyle że problem był taki, że kasa nie chciała go wydrukować, ...