Przejdź do głównej zawartości

Codzieńka #7 - spóźniona; przzysypiający ćwiczeniowiec.

Co je prawdziwy student?

Odpowiedź...

Nie no, żartuję. Ja jem...


...choć ja może nie jestem prawdziwym studentem :)

W okolicach poniedziałku, czy tam wtorku, wracając z uczelni, dostałem ulotkę "ACTA", od stojącej na Placu Grunwaldzkim, przed PWR, kobiety. Jest to ulotka tzw. "Komitetu Obrony Demokracji", o którym usłyszałem dopiero teraz.

Dowiedziałem się, że są to swego rodzaju "hejterzy" PiS'u, którzy protestują przeciwko wszystkiemu co robi PiS (takie informacje przynajmniej uzyskałem od siostry). Ulotka zaprasza na protest przeciwko nowym ustawą które chce wprowadzić PiS, ja o tym czytałem jakoś kilka dni przed otrzymaniem ulotki, co przypomniało mi o owym artykule, ów artykuł tak mnie zainteresował (myślę o zostaniu specem od bezpieczeństwa, między innymi), że udostępniłem go na Facebook'u otrzymując komentarz "straszne". Ja niestety nie będę mógł pójść na protest, bo jestem w MR, pytałem nawet jednej z Klaudii (tej "graficzki") o to gdzie znajduje się Plac Solny, ale tak z ciekawości.

Jakoś we wtorek siostra powiedziała mi przez telefon, że wreszcie przyjdzie ktoś ze spółdzielni i odpowietrzy wreszcie kaloryfery, bo od paru dni jest tak zimno, że nie można zasnąć. Czekaliśmy z Sebastianem i Klaudiami (poinformowałem Sebastiana i Klaudię, bo drugiej nie było), i straciwszy już nadzieję, usłyszeliśmy, około 16 lub 17, dzwonek do drzwi. Jak się okazało byli to dwaj panowie, jeden starszy, drugi młody, jakby student nawet, którzy przyszli właśnie załatwić problem.

 Panowie zabrali się od razu do roboty, jak wspomnieli potem wychodząc byli już po robocie, i narobili trochę zamieszanie, bo kazali otworzyć strych, z którego jak się okazało nie musieli korzystać, a potem jeszcze zablokowali zamek. Sebastian zdążył tylko powiedzieć starszemu z nich, żeby nie ruszał dolnego zamka, bo nas zatrzaśnie, ale spóźnił się odrobinkę. W efekcie jakieś 8 minut, zajęło uporanie się z zamkiem (Sebastian wspomniał, że koszt ślusarza tutaj, to jakieś 2 stówki). Po jakiejś godzinie, czy pół roboty (jak spuszczali wodę u Sebastiana w kaloryferze, to nie najgorzej śmierdziało). Po wszystkim, u dziewczyn (gdzie grzały tylko dwa żebra z całego kaloryfera), też spuścili wodę, choć zabrali się za to na końcu, bo chyba myśleli, że nie trzeba będzie (też tak myślałem, dzwoniąc w trakcie operacji do siostry i meldując o wszystkim).

Potem jeszcze próbowałem, bo inaczej tego chyba nie można nazwać, uczyć się do kolokwium z czegoś i kończyć rysunek z grafiki (okazało się, że nie musiałem tego kończyć, bo jeszcze miałem czas).

We wtorek jeszcze, zdarzyło się kolokwium z analizy (na ćwiczeniach), ja oczywiście "naumiawszy" się sporo podczas nauki, siedziałem z kartką i tylko pisałem polecenia z kartki, rozmyślając o swoich sprawach. Stwierdziwszy, że i tak niema co siedzieć dłużej nad kartką, wyszedłem z sali, a na korytarzu usłyszałem opowieść kolegi, który siedział w pierwszej ławce przed ćwiczeniowcem. Kolega mówił, że ćwiczeniowiec, siedząc przed nim, rozwiązywał zadanie z kolokwium i nawet zaczął je spisywać od tego ćwiczeniowca, ale ten zaczął pisać tak małym maczkiem, że kolega nie mógł doczytać, potem jeszcze ćwiczeniowiec zaczął zasypiać, i długopis mu zaczął tak zjeżdżać na bok, że skreślił całe zadanie. W międzyczasie się jeszcze obślinił. Wcześniej mówił, że w tej klasie strasznie gorąco, mi zresztą też chciało się spać.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Codzieńka #22 - Ikonki wideo

Witojcie. Jak tam życie? :) Moje życie jest w porząsiu, jak na razie, Sis, we wtorek pojechała do Belgii, drugiego dnia w nowej pracy wysłali ją na szkolenie, na jakieś 2 weeki. Ja z kolei łażę do szkoły zacieśniając więzy z ludźmi z klasy i spamując, jako jedyny postujący, linkami edukacyjnymi na naszej grupie na FB. Z razji, że Sis przed wyjazdem zrobiła cały garnek kurczaka z sosem, to wcinam codziennie po trochu, dodając ryż lub makaron. Efektem jest oszczędność pieniędzy, bo stworzyć coś smacznego można z tego co jest. W środę miałem wolne (taki plan), więc nudziłem się, a że PPsy dodała nowy podcast, to przesłuchałem sobie, znajdując parę rzeczy, na które powinno się zwrócić uwagę. I tak przykładowo mamy pytania, które myślę powinniśmy sobie zadawać każdego dnia (taki codzienny rytuał, jak ścielenie łóżka, przynajmniej u niektórych): Czy podziwiam piękno wschodzącego słońca każdego ranka i jego zachód każdego wieczoru? Czy cieszę się, gdy ktoś się do mnie uśmiecha i mnie...

Znajdźki #5

Dziś będzie zdecydowana przewaga artykułów, więc "dzieci technologii", które nie lubią czytać, nie będą zadowolone. Sam zresztą odzwyczaiłem się od czytania, ale jedziemy: Noworoczne postanowienia grafika, ale mogą też wyciągnąć coś z tego, ci którzy nie praktykują tego fachu: Postanowienia grafika Kto nie lubi uszczknąć sobie dodatkowo trochę forsy? Dla tych przedsiębiorczych :) Cashback w mBanku Bardziej "lajfstajlowo", czyli o tym jak być zadowolonym z siebie i życia (przynajmniej w teorii): Płać najpierw sobie  Dobranoc.

Codźieńka #5 - Kaloryfer ;)

Witajcie w ten piękny poniedziałkowy dzień. Żartuję. Poniedziałki nie są piękne prawda? Ja do Wrocławia trafiłem wczoraj, około 19, powróciwszy z weekendu w rodzinnym mieście. Wyjechałem późno, bo jak dowiedziałem się od siostry tramwaje i autobusy nie jeżdzą, w tę Niedzielę z powodu jakiegoś pochodu czy coś. Był to, jak się przed chwilą dowiedziałem, pochód poprzedzający wydarzenie "mianowania Wrocławia" na Europejską Stolicę Kultury 2016 . Pociąg miałem mieć o 18:44, ale się trochę spóźniłem (jakieś 2 minuty). Szczęśliwie okazało się, że ów pociąg jest spóźniony 15 minut (śpiesząc do dworca miałem nadzieję na 5 minut), i nie byłoby to nadzwyczajne gdyby nie to co stało się następnie. Mianowicie chciałem, jak zazwyczaj kupić bilet w automacie, ale ten, jak się okazuje, nie pozwala kupić biletu na pociąg, który rozkładowo już przyjechał, poszedłem więc do kasy i poczekawszy chwile w kolejce, chciałem kupić bilet, tyle że problem był taki, że kasa nie chciała go wydrukować, ...