Odpowiedź...
Nie no, żartuję. Ja jem...
...choć ja może nie jestem prawdziwym studentem :)
W okolicach poniedziałku, czy tam wtorku, wracając z uczelni, dostałem ulotkę "ACTA", od stojącej na Placu Grunwaldzkim, przed PWR, kobiety. Jest to ulotka tzw. "Komitetu Obrony Demokracji", o którym usłyszałem dopiero teraz.
Dowiedziałem się, że są to swego rodzaju "hejterzy" PiS'u, którzy protestują przeciwko wszystkiemu co robi PiS (takie informacje przynajmniej uzyskałem od siostry). Ulotka zaprasza na protest przeciwko nowym ustawą które chce wprowadzić PiS, ja o tym czytałem jakoś kilka dni przed otrzymaniem ulotki, co przypomniało mi o owym artykule, ów artykuł tak mnie zainteresował (myślę o zostaniu specem od bezpieczeństwa, między innymi), że udostępniłem go na Facebook'u otrzymując komentarz "straszne". Ja niestety nie będę mógł pójść na protest, bo jestem w MR, pytałem nawet jednej z Klaudii (tej "graficzki") o to gdzie znajduje się Plac Solny, ale tak z ciekawości.
Jakoś we wtorek siostra powiedziała mi przez telefon, że wreszcie przyjdzie ktoś ze spółdzielni i odpowietrzy wreszcie kaloryfery, bo od paru dni jest tak zimno, że nie można zasnąć. Czekaliśmy z Sebastianem i Klaudiami (poinformowałem Sebastiana i Klaudię, bo drugiej nie było), i straciwszy już nadzieję, usłyszeliśmy, około 16 lub 17, dzwonek do drzwi. Jak się okazało byli to dwaj panowie, jeden starszy, drugi młody, jakby student nawet, którzy przyszli właśnie załatwić problem.
Panowie zabrali się od razu do roboty, jak wspomnieli potem wychodząc byli już po robocie, i narobili trochę zamieszanie, bo kazali otworzyć strych, z którego jak się okazało nie musieli korzystać, a potem jeszcze zablokowali zamek. Sebastian zdążył tylko powiedzieć starszemu z nich, żeby nie ruszał dolnego zamka, bo nas zatrzaśnie, ale spóźnił się odrobinkę. W efekcie jakieś 8 minut, zajęło uporanie się z zamkiem (Sebastian wspomniał, że koszt ślusarza tutaj, to jakieś 2 stówki). Po jakiejś godzinie, czy pół roboty (jak spuszczali wodę u Sebastiana w kaloryferze, to nie najgorzej śmierdziało). Po wszystkim, u dziewczyn (gdzie grzały tylko dwa żebra z całego kaloryfera), też spuścili wodę, choć zabrali się za to na końcu, bo chyba myśleli, że nie trzeba będzie (też tak myślałem, dzwoniąc w trakcie operacji do siostry i meldując o wszystkim).
Potem jeszcze próbowałem, bo inaczej tego chyba nie można nazwać, uczyć się do kolokwium z czegoś i kończyć rysunek z grafiki (okazało się, że nie musiałem tego kończyć, bo jeszcze miałem czas).
We wtorek jeszcze, zdarzyło się kolokwium z analizy (na ćwiczeniach), ja oczywiście "naumiawszy" się sporo podczas nauki, siedziałem z kartką i tylko pisałem polecenia z kartki, rozmyślając o swoich sprawach. Stwierdziwszy, że i tak niema co siedzieć dłużej nad kartką, wyszedłem z sali, a na korytarzu usłyszałem opowieść kolegi, który siedział w pierwszej ławce przed ćwiczeniowcem. Kolega mówił, że ćwiczeniowiec, siedząc przed nim, rozwiązywał zadanie z kolokwium i nawet zaczął je spisywać od tego ćwiczeniowca, ale ten zaczął pisać tak małym maczkiem, że kolega nie mógł doczytać, potem jeszcze ćwiczeniowiec zaczął zasypiać, i długopis mu zaczął tak zjeżdżać na bok, że skreślił całe zadanie. W międzyczasie się jeszcze obślinił. Wcześniej mówił, że w tej klasie strasznie gorąco, mi zresztą też chciało się spać.



Komentarze
Prześlij komentarz