Przejdź do głównej zawartości

Cotygodniówka #18 – Święta



Cotygodniówka #18 – Święta I nowy rok.
Witajcie, Hehesz już Wam złożył życzenia wczoraj, czas na mnie, co prawda trochę się spóźniam, ale jednak:

Życzę Wam wszystkim wesołych i radosnych świąt, dużo zdrowia, miłości i rodzinnego ciepła. Ponadto chciałem Wam życzyć dużo wiary w siebie, determinacji i samodyscypliny, byście doprowadzali rzeczy do końca i łatwo nie odpuszczali. Życzę także nieustannego rozwoju, stawania się lepszym dla samego siebie, jak i ludzi dookoła, obyście nigdy o Nich nie zapominali, wszak to Oni są najważniejsi. Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku, oby był jeszcze lepszy od poprzedniego.

Jak ważni są ludzie.

 

Rodzimy się, jesteśmy bezsilni i bezradni, to inni się nami opiekują, dbają o Nasze bezpieczeństwo, o to byśmy mieli co jeść, pić, gdzie mieszkać. Zajmują się Nami, poświęcają swój czas i uwagę, bywa nawet, że stajemy się dla niektórych wszystkim, niektóre matki porzucają pracę i karierę by zająć się dzieckiem i je wychować. Później rośniemy, jesteśmy coraz bardziej świadomi i coraz bardziej samodzielni, jednak dalej to inni dbają o Nasze bezpieczeństwo, edukacje, wychowanie, a także zapewniają wszystkie potrzebne do życia rzeczy. Z czasem jesteśmy coraz bardziej samodzielni, coraz bardziej niezależni od innych, coraz śmielej wkraczamy w świat i go poznajemy, popełniamy błędy, upadamy by się podnieść. Uczymy się na błędach, a im więcej ich popełniamy  tym szybciej się uczymy, jak ktoś kiedyś powiedział „Popełniaj jak najwięcej błędów, abyś szybciej osiągnął sukces”.
Większość, jeśli nie całe Nasze życie jest wypełnione innymi ludźmi, to Oni Nam pomagają w gorszych chwilach, to Oni Nas chronią, wspierają, ostatecznie zawdzięczamy Im życie, bo na jego początku dbali o to byśmy mogli, przygotowanie wejść w to życia, a przy jego końcu, także dbają o Nas, o to byśmy nie zostali samotni wobec starości, czy wreszcie śmierci.
Ot, taka mała dygresja na temat tego, że praktycznie wszystko zawdzięczamy komuś.

Jak minął tydzień

Tydzień się zaczął oczywiście negatywnie, bo myślami o Ewce, na szczęście myśli samobójcze zaczęły przechodzić same. Ogólna tęsknota i ból na początku ustąpiły by wrócić po jakimś czasie. W praktyce to nawracają do teraz, i mimo wsparcia przyjaciół, nadal nie sposób się pozbierać.
W tym tygodniu dowiedziałem się, ze Kuba idzie na urlop do końca roku, na szczęście poszedł dopiero od czwartku więc prawie cały tydzień mógł wspierać Nas swoimi umiejętnościami, przez co w miarę wyrabialiśmy się z naprawami.  
Przyznać się muszę, że wiele z tamtego tygodnia nie pamiętam, w zasadzie było jak zwykle, choć dni odznaczały się dużą ilością pracy, co pozwalało zapomnieć o problemach osobistych, które jednak powracały gdy tylko nastąpiły chwilę luzu. Wieczory tamtego tygodnia to zwykle użalanie się nad sobą lub oddawanie się dzikiej orgii smutku i negatywnych myśli. Tamten tydzień to także ostre granie w nadziei, że pozwoli to zapomnieć o Ewce. Niestety, na zapomnienie o problemach się nie zapowiada, odcisnęły się one już chyba na tyle, że nie sposób tego odcisku zamazać. Oczywiście z Ewą kontaktuje się nadal, nie mogąc o Niej zapomnieć, kontakt sprawia jednak często ból, a czasem dość wielką radość i ulgę, chyba stałem się na to tak wyczulony, że po prostu ten jeden aspekt zaczyna rzutować na całe moje życie, co nie wróży najlepiej. Widzę natomiast światełko w tunelu, które podsunął mi przyjaciel. Powiedział On, że mimo bólu i cierpienia powinienem skupić się na rzeczach, które lubię, lub na jakichkolwiek rzeczach, które pozwolą na dłużej zainwestować w nie uwagę i zapomnieć o krzywdzących myślach. Oczywiście przystąpiłem od razu do działania, nie przynosi to na razie większego skutku, bo nadal bardzo tęsknię za niegdysiejszymi rozmowami z Ewą i ich klimatem, a także atmosferą, ale jest jakby lepiej.
Na sylwestra wybieram się do Dąbrowy Górniczej, i choć parę razy myślałem już o rezygnacji z tego pomysłu, bo nie czuję, że mógłbym dobrze się bawić w takim stanie, to jednak mam nadzieję, że to dobrze mi zrobi. A u Was? Jakie plany na sylwestra?
W piątek jeszcze zacząłem już trochę inwentaryzację w sklepie, i cały dzień liczyłem zeszyty z zaplecza, nie było ich jakoś mega dużo, ale w międzyczasie oczywiście obsługiwałem klientów, co mocno przeszkadzało w obowiązkach inwentaryzacyjnych.

Świąteczny weekend
Wreszcie nadszedł weekend, wolne, a na dodatek święta. Sobota minęła dość szybko, a na dodatek na jej koniec został mi, przez przyjaciela, ufundowany dobry nastrój, który niestety nie dał rady utrzymać się następnego dnia, dlatego, przez tegoż samego człowieka, został odnowiony. W dobrym nastroju będąc, przez pierwszą część niedzieli przeszedłem bez większych przeszkód, gorzej było z drugą częścią, gdy myśli o Ewie i wspólnej przyszłości znowu powróciły. Zaczęło być ciężko, naprawdę ciężko, jednak zbliżała się wigilia. W poprzednim poście Hehesza mogliście przeczytać o różnorodności tradycji i o tym jak to piękne, moja rodzina o ile zachowywało dotychczas tradycję, tak w ostatnich latach się to zaczęło zmieniać. I tak w tym roku, tato zrobił tylko skromny poczęstunek dla trzech osób, a mama zrezygnowała w ogóle z wigilii. Tegoroczna wigilia była tylko okazją by się spotkać z bratem, który nie przyjeżdża często, mimo że mieszka w tym samym mieście.
Z tego co widzę, z roku na rok, ta rodzina coraz bardziej się od siebie oddala, niczym kawałki rozbitego Titanica na morzu, każdy ciągnący w inną stronę. Ładnie, myślę, ukazuje to co się dzieje gdy ludzie przestają się starać i wzajemnie pielęgnować uczucia, dbać o rodzinę, czy po prostu popadają w marazm, który bądź co bądź mnie już także powoli zaczyna dopadać.

Jeszcze raz chciałem wam życzyć dobrze wykorzystanego czasu, spędzonego z tymi których kochacie, lub przy tym co kochacie. Nie popadnijcie w marazm, pamiętajcie, że należy się starać, a uczucia nie są wieczne i należy o nie dbać i je pielęgnować.

Do następnego.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Codzieńka #22 - Ikonki wideo

Witojcie. Jak tam życie? :) Moje życie jest w porząsiu, jak na razie, Sis, we wtorek pojechała do Belgii, drugiego dnia w nowej pracy wysłali ją na szkolenie, na jakieś 2 weeki. Ja z kolei łażę do szkoły zacieśniając więzy z ludźmi z klasy i spamując, jako jedyny postujący, linkami edukacyjnymi na naszej grupie na FB. Z razji, że Sis przed wyjazdem zrobiła cały garnek kurczaka z sosem, to wcinam codziennie po trochu, dodając ryż lub makaron. Efektem jest oszczędność pieniędzy, bo stworzyć coś smacznego można z tego co jest. W środę miałem wolne (taki plan), więc nudziłem się, a że PPsy dodała nowy podcast, to przesłuchałem sobie, znajdując parę rzeczy, na które powinno się zwrócić uwagę. I tak przykładowo mamy pytania, które myślę powinniśmy sobie zadawać każdego dnia (taki codzienny rytuał, jak ścielenie łóżka, przynajmniej u niektórych): Czy podziwiam piękno wschodzącego słońca każdego ranka i jego zachód każdego wieczoru? Czy cieszę się, gdy ktoś się do mnie uśmiecha i mnie...

Znajdźki #5

Dziś będzie zdecydowana przewaga artykułów, więc "dzieci technologii", które nie lubią czytać, nie będą zadowolone. Sam zresztą odzwyczaiłem się od czytania, ale jedziemy: Noworoczne postanowienia grafika, ale mogą też wyciągnąć coś z tego, ci którzy nie praktykują tego fachu: Postanowienia grafika Kto nie lubi uszczknąć sobie dodatkowo trochę forsy? Dla tych przedsiębiorczych :) Cashback w mBanku Bardziej "lajfstajlowo", czyli o tym jak być zadowolonym z siebie i życia (przynajmniej w teorii): Płać najpierw sobie  Dobranoc.

Codźieńka #5 - Kaloryfer ;)

Witajcie w ten piękny poniedziałkowy dzień. Żartuję. Poniedziałki nie są piękne prawda? Ja do Wrocławia trafiłem wczoraj, około 19, powróciwszy z weekendu w rodzinnym mieście. Wyjechałem późno, bo jak dowiedziałem się od siostry tramwaje i autobusy nie jeżdzą, w tę Niedzielę z powodu jakiegoś pochodu czy coś. Był to, jak się przed chwilą dowiedziałem, pochód poprzedzający wydarzenie "mianowania Wrocławia" na Europejską Stolicę Kultury 2016 . Pociąg miałem mieć o 18:44, ale się trochę spóźniłem (jakieś 2 minuty). Szczęśliwie okazało się, że ów pociąg jest spóźniony 15 minut (śpiesząc do dworca miałem nadzieję na 5 minut), i nie byłoby to nadzwyczajne gdyby nie to co stało się następnie. Mianowicie chciałem, jak zazwyczaj kupić bilet w automacie, ale ten, jak się okazuje, nie pozwala kupić biletu na pociąg, który rozkładowo już przyjechał, poszedłem więc do kasy i poczekawszy chwile w kolejce, chciałem kupić bilet, tyle że problem był taki, że kasa nie chciała go wydrukować, ...