Przejdź do głównej zawartości

Cotygodniówka #14 - Brak nauki, śmierć (nie)znajomego i zapłata za sobotę.


Witojcie! Jak tam u Was poprzedni tydzień? U mnie nie było tak źle, podsumujmy co się działo.
W zasadzie to nie było. Tamten tydzień nie zaczął się zbyt dobrze, zaczął się od myśli które wyssały ze mnie energie życiową, na szczęście partnerka przybyła mi z odsieczą tłumacząc parę rzeczy i rozwiewając wątpliwości (za to Ją kocham ^^ ). Dlatego już we wtorek stałem na nogach.
Zaniki pamięci to już mój stały towarzysz, chyba kupię nawet już łóżko i zrobię im osobny pokoik, bo nie pamiętam znowu większości wydarzeń z minionego tygodnia, wiem tylko, że bywało gorzej.

Co pamiętam: sobota

 
Photo by maique madeira on Unsplash

Coś tam jednak pamiętam. Dowiedziałem się od szefa, że będę pracował w sobotę. O czym była mowa już od dawna, ale ciągle nie dostarczyłem informacji jak układają się moje studia i w które weekendy mam zjazdy. Wreszcie, gdy w pracy posiedli tą wiedzę, mogli rozplanować, w jakie soboty będę pracował. W sobotę mamy otwarte tylko 4 godzinki, więc nie był to duży problem, żebym popracował (nawet w trakcie okazało się, że to trochę mało, bo nie zdążyłem przeczytać wszystkich zakładek przeglądarki, które otwarłem). Przyszedłem do pracy, posiedziałem, obsłużyłem paru klientów (jeden stały klient zapomniał, że coś zostawił, więc miał zapłacić dopiero dzisiaj), wydałem jeden laptop, co zajęło chwilkę. Laptopa szukałem trochę, bo nie było go tam, gdzie wszystkie laptopy, siedział sobie na sklepie, zamknięty w pudełku.
W sobotę miałem tyż robić laptopa dla pewnej bardzo spokojnej pani, która była w piątek i dowiedziała się tylko, że Marek miał tyle na głowie, że nie zapomniał do niego nawet zajrzeć. Zgrałem tylko dane, bo Marek zapomniał tyż zostawić mi instalkę Windows XP (dość stary laptop). Na koniec tych 4 godzin zeszło się paru klientów, przez co straciłem poczucie czasu i pewnie przedłużyłbym pracę trochę. Na szczęście przyszedł Marek i trochę pomógł mi ogarnąć te ostatnie minuty. Marek zamknął dzień licząc kasę i upewniając się, że mam wszystko ogarnięte (brakowało kasy, ale przypomnieliśmy sobie o tym kliencie co miał zapłacić dzisiaj).

Śmierć nieznajomego, a jednak znanego.

Photo by Mathew MacQuarrie on Unsplash

 

W weekend umarł tato mojego szwagra (mąż mojej siostry to mój szwagier, prawda? Chyba tak się mówi w takim przypadku?). Będzie więc trzeba wziąć urlop i pojechać na pogrzeb do Warszawy. Ciekawe jak będzie wyglądała ceremonia, wszak pan ten był dość zamonżny, miał chyba coś wspólnego z jakąś instytucją państwową, ale niewiele wiem. Terminu pochówku jeszcze nie znam, ale prawdopodobnie będzie to piątek (jak wynika z doniesień). Zapowiada się więc, że prócz poniedziałku nie będę jeszcze w tym tygodniu pracował przynajmniej jeden dzień. Chciałbym bardziej się przejąć tym wydarzeniem, lecz nie znałem nawet tego pana. Widzieliśmy się chyba dwa razy w życiu, raz na ślubie mojej siostry. No, a drugiego nie pamiętam, może nie było drugiego?

Wypłata w najważniejszej walucie życia – czasie

Co z poniedziałkiem, o którem wspomniałem? Dlaczego wolny? Otóż, dostałem od szefa informacje, że za przepracowaną sobotę mogę albo wziąć pieniądze, albo mieć wolny poniedziałek. Zdecydowałem się więc na pieniądze. Po dłuższym namyśleniu stwierdziłem jednak, że wolny dzień się przyda, pouczę się na studia (ta, jasne xD). Po tym jak w sobotę zamykaliśmy z Markiem sklep, powiedziałem do Niego „to do wtorku”, On akurat rozmawiał przez telefon, więc dopiero po chwili załapał:
- Co? W poniedziałek Cię nie ma? – zapytał, przerywając na chwilę rozmowę.
- Tak, biorę wolne za sobotę – odrzekłem, czując się trochę winny.
Marek nie wiedział o tym, że za sobotę wezmę wolne. W drodze powrotnej myślałem o tym, więc spróbowałem zadzwonić do szefa, oczywiście nie miałem pieniędzy, więc po doładowaniu konta spróbowałem ponownie. Odebrał, upewniłem się, że mam wolne.
- Witam, ja w poniedziałek nie przychodzę za sobotę? – zapytałem.
- Tak, oczywiście jeśli Marek się zgodzi – odrzekł, chyba jadąc autem.
- Powiedziałem Markowi – skwitowałem.
Po czym pożegnaliśmy się, a ja jeszcze zadzwoniłem do Marka żeby Mu powiedzieć gdzie zostawiłem paragon dla pewnego klienta. Czułem się trochę tyż winny, że nie ostrzegłem samego Marka wcześniej, na ale cóż.
Dalszej części soboty nie udało mi się zorganizować tak jak chciałem, poszedłem gdzieś z Kamilem, więc nie miałem czasu zbytnio pogadać z Wielkim H, a znowu ten w niedzielę się uczył dużą część dnia. Na szczęście uratowała mnie krótka rozmowa przez telefon. Mimo to jestem dość zadowolony z tego weekendu. Nawet pomimo tego, że nie udało mi się jeszcze zbytnio pouczyć.

Ponadto

Pod koniec tygodnia, chyba w piątek, była u mnie tyż pani z mojego technikum (daleko ma, w zasadzie Nasz sklep jest jakieś 500 metrów od tego technikum, jak nie bliżej). Pani ta chciała żebym znalazł dla Niej jakieś tam oświadczenie. Myśląc na początku, że chodzi o ten papier o niepełnosprawności przyniosłem Jej go, ale niestety Jej chodziło o „oświadczenie o kształceniu specjalnym” (czy coś w ten deseń). Fajnie, że zgubili taki papierek (a może po prostu wyrzucili? ), mimo że powinni go ładnie przechować. Najlepsze jest to, że owe technikum skończyłem 2 lata temu jakoś, to nie jest moja sprawa co z tymi papierkami zrobili. Oczywiście, jako że moja asertywność jest zbliżona do asertywności mojej partnerki, i przez wzgląd na to, że jestem „dobrym człowiekiem” zgodziłem się pomóc i poszukać w domu tego papierka. Pani miała przyjść w poniedziałek. Zapomniałem, że mam wolne wtedy, więc dziś dzwonił do mnie Marek i daje panią do telefonu. Zapewniłem Ją, że nadal szukam papierka, w odpowiedzi dostałem poradę, żeby pójść do poradni jeśli nie znajdę, po odpis. Mama gdzieś z papierów wygrzebała to, lecz po przyjeździe do szkoły okazało się, że nie jest to papierek z tego roku co trzeba. Został więc, przez, pedagoga, wykonany telefon do porani. Ja w tym czasie uciąłem sobie krótką pogawędkę z nauczycielem programowania na temat tego co tam u mnie. Zostałem wysłany do wspomnianej poradni, niedaleko na szczęście. Po długiej chwili oczekiwania na miejscu, już w poradni (pani która wiedziała co i jak sobie poszła gdzieś), dostałem papierek. Mają fajną poczekalnię, jest to pokoik z klockami i innymi zabawkami, więc tam czekałem na pisemko. Kiedyś pamiętam lubiłem w tym pokoiku siedzieć. Wróciłem do szkoły i oddałem kopię zgodną z oryginałem pani w sekretariacie, a sam wziąłem kopię z kopii, którą na moją prośbę zrobiła (sama chciała mieć oryginał, na kontrolę w środę). Podziękowała za pomoc i pożegnaliśmy się, życzyłem miłej pracy i ruszyłem w drogę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Codzieńka #22 - Ikonki wideo

Witojcie. Jak tam życie? :) Moje życie jest w porząsiu, jak na razie, Sis, we wtorek pojechała do Belgii, drugiego dnia w nowej pracy wysłali ją na szkolenie, na jakieś 2 weeki. Ja z kolei łażę do szkoły zacieśniając więzy z ludźmi z klasy i spamując, jako jedyny postujący, linkami edukacyjnymi na naszej grupie na FB. Z razji, że Sis przed wyjazdem zrobiła cały garnek kurczaka z sosem, to wcinam codziennie po trochu, dodając ryż lub makaron. Efektem jest oszczędność pieniędzy, bo stworzyć coś smacznego można z tego co jest. W środę miałem wolne (taki plan), więc nudziłem się, a że PPsy dodała nowy podcast, to przesłuchałem sobie, znajdując parę rzeczy, na które powinno się zwrócić uwagę. I tak przykładowo mamy pytania, które myślę powinniśmy sobie zadawać każdego dnia (taki codzienny rytuał, jak ścielenie łóżka, przynajmniej u niektórych): Czy podziwiam piękno wschodzącego słońca każdego ranka i jego zachód każdego wieczoru? Czy cieszę się, gdy ktoś się do mnie uśmiecha i mnie...

Znajdźki #5

Dziś będzie zdecydowana przewaga artykułów, więc "dzieci technologii", które nie lubią czytać, nie będą zadowolone. Sam zresztą odzwyczaiłem się od czytania, ale jedziemy: Noworoczne postanowienia grafika, ale mogą też wyciągnąć coś z tego, ci którzy nie praktykują tego fachu: Postanowienia grafika Kto nie lubi uszczknąć sobie dodatkowo trochę forsy? Dla tych przedsiębiorczych :) Cashback w mBanku Bardziej "lajfstajlowo", czyli o tym jak być zadowolonym z siebie i życia (przynajmniej w teorii): Płać najpierw sobie  Dobranoc.

Codźieńka #5 - Kaloryfer ;)

Witajcie w ten piękny poniedziałkowy dzień. Żartuję. Poniedziałki nie są piękne prawda? Ja do Wrocławia trafiłem wczoraj, około 19, powróciwszy z weekendu w rodzinnym mieście. Wyjechałem późno, bo jak dowiedziałem się od siostry tramwaje i autobusy nie jeżdzą, w tę Niedzielę z powodu jakiegoś pochodu czy coś. Był to, jak się przed chwilą dowiedziałem, pochód poprzedzający wydarzenie "mianowania Wrocławia" na Europejską Stolicę Kultury 2016 . Pociąg miałem mieć o 18:44, ale się trochę spóźniłem (jakieś 2 minuty). Szczęśliwie okazało się, że ów pociąg jest spóźniony 15 minut (śpiesząc do dworca miałem nadzieję na 5 minut), i nie byłoby to nadzwyczajne gdyby nie to co stało się następnie. Mianowicie chciałem, jak zazwyczaj kupić bilet w automacie, ale ten, jak się okazuje, nie pozwala kupić biletu na pociąg, który rozkładowo już przyjechał, poszedłem więc do kasy i poczekawszy chwile w kolejce, chciałem kupić bilet, tyle że problem był taki, że kasa nie chciała go wydrukować, ...