Cześć wszystkim... trochę mnie tu nie było, hehe... Przepraszam za to, trochę z lenistwa, trochę z braku czasu tak wyszło. Ostatnio miałem parę wyjazdów przykładowo do Elbląga na tzw. PCG2016 (czyli zjazd fanów MLP:FIM), później był wyjazd do Leszna na mniejszy zjazd fanów tego dzieła (dużo mniejszy, właśnie na Leszczyński Ponymeet (bo tak się te wydarzenia nazywają) kupiłem szkicownik by realizować pewien projekcik), następnie mamy MEC2016 w Warszawie, na który pojechałem zainspirowany przez mojego znajomego Sili'ego, co także bardzo ułatwiła mi Ratchet (jedna z najlepszych użytkowniczek forum mlppolska jaką znam :) ).
Na PCG2016 byłem bodajże ponad 2 tygodnie temu, w poprzednim miesiącu. Pojechałem do Dąbrowy Górniczej, gdzie razem z Zajaxem, po spędzeniu paru godzin z PNm'em, zabraliśmy się do Elbląga. Czas operacyjny to było około 9 godzin podróży wraz z przesiadką w Tczewie, gdzie spotkaliśmy innych fanów, jednak nie spoufaliliśmy się zbytnio z nimi. Na początku w Elblągu odnaleźliśmy się podążając za innymi fanami. Dotarliśmy w ten sposób na teren hali sportowo-rekreacyjnej. W kolejce akredytacyjnej staliśmy dość długo, później byliśmy na otwarciu gdzie był koncert gościa z zagranicy robiącego fandomową muzykę. Później Zajax został szlajając się po stanowiskach, a ja samotnie poszedłem poszukać szkoły w której mieliśmy nocować, było strasznie gorąco, a ja zamiast wziąć jakiś plecak podróżny tak jak mój kolego, miałem torbę która nie miała paska by ją nosić więc zrobiłem z niej plecak, do czego średnio się nadawała. O czym się przekonałem po powrocie i odkryciu bolesnych śladów na ramionach. Na konwencie czułem się, de facto, dość wyobcowany. Było parę ciekawych rzeczy, zakupiłem m.in. kubek dla PNm'a, w godzinach popołudniowo-wieczornych zjadło się jakiś obiad w kawiarni i w sumie po przespaniu się w sali gimnastycznej szkoły, dość oddalonej (do której zmierzaliśmy razem z Adrianem (poznanym po drodze fanem)) i porannych skurczach, popędziliśmy na pociąg (ustaliwszy po drodze, że pojedziemy z rana), bo gdybyśmy pojechali później bylibyśmy na miejscu dopiero w poniedziałek rano. Mieliśmy bilety weekendowe już zakupione i wydrukowane przed wyjazdem więc nie było kłopotów z liniami IC. Po ponownej przesiadce, i dość długim oczekiwaniu, w Tczewie, wyruszyliśmy pociągiem IC by przemierzyć prawie cały kraj i dotrzeć, no Zajax do DG, a Ja do Katowic (jak postanowiliśmy w drodze powrotnej). Mieliśmy w sumie przez cały wyjazd fuksa, bo podczas jazdy do Elbląga mieliśmy cały przedział dla siebie, a w drodze powrotnej nie było przedziałów, więc dość wygodnie się jechało.
Jakoś w połowie drogi powrotnej mieliśmy dość długi postój, gdzie mieliśmy okazję wspomóc (nasz wagon dość hojnie) pana, który, jak mówił, został okradziony a musiał się gdzieś dostać (chyba do Warszawy). Założę si, że szybko uzbierał na pokrycie kosztów biletu. Zajax sypnął drobniejszymi, a ja bez gotówki siedziałem i obserwowałem (ktoś mi niedawno mówił, że w Chicago jakiś bezdomny miał terminal :D ) .
Później trafiłem do Leszna na spotkanie tamtejszego Fandomu (no i ludzi z okolic, ale głównie tamtejszego). Znalazłem się tam za namową nowego znajomego Mr. Chemi, który to zaprosił Mnie na meet właśnie organizowany przez tamten fandom. Pochodziliśmy po mieście i galeriach, zjedliśmy coś, oni w McDonaldzie, a ja w czymś obok co wyglądało na zdrowe (nawet w jedzeniu była brokuły ). Spotkaliśmy się na początku w Galerii Leszna (bardzo kreatywna nazwa) i dużo czasu przesiedzieliśmy w galerianym kinie, zbierając między innymi podpisy do notesiku. Później znowu trochę chodzenia po mieście i siedzenia przy dworcu i jeszcze kółeczko po okolicy dla zabicia czasu, aż wreszcie grupa mnie pożegnała, a Mr. Chemi zaraz miał pociąg do wioseczki w której pracuje i przy okazji mieszka :) .
Na PCG2016 byłem bodajże ponad 2 tygodnie temu, w poprzednim miesiącu. Pojechałem do Dąbrowy Górniczej, gdzie razem z Zajaxem, po spędzeniu paru godzin z PNm'em, zabraliśmy się do Elbląga. Czas operacyjny to było około 9 godzin podróży wraz z przesiadką w Tczewie, gdzie spotkaliśmy innych fanów, jednak nie spoufaliliśmy się zbytnio z nimi. Na początku w Elblągu odnaleźliśmy się podążając za innymi fanami. Dotarliśmy w ten sposób na teren hali sportowo-rekreacyjnej. W kolejce akredytacyjnej staliśmy dość długo, później byliśmy na otwarciu gdzie był koncert gościa z zagranicy robiącego fandomową muzykę. Później Zajax został szlajając się po stanowiskach, a ja samotnie poszedłem poszukać szkoły w której mieliśmy nocować, było strasznie gorąco, a ja zamiast wziąć jakiś plecak podróżny tak jak mój kolego, miałem torbę która nie miała paska by ją nosić więc zrobiłem z niej plecak, do czego średnio się nadawała. O czym się przekonałem po powrocie i odkryciu bolesnych śladów na ramionach. Na konwencie czułem się, de facto, dość wyobcowany. Było parę ciekawych rzeczy, zakupiłem m.in. kubek dla PNm'a, w godzinach popołudniowo-wieczornych zjadło się jakiś obiad w kawiarni i w sumie po przespaniu się w sali gimnastycznej szkoły, dość oddalonej (do której zmierzaliśmy razem z Adrianem (poznanym po drodze fanem)) i porannych skurczach, popędziliśmy na pociąg (ustaliwszy po drodze, że pojedziemy z rana), bo gdybyśmy pojechali później bylibyśmy na miejscu dopiero w poniedziałek rano. Mieliśmy bilety weekendowe już zakupione i wydrukowane przed wyjazdem więc nie było kłopotów z liniami IC. Po ponownej przesiadce, i dość długim oczekiwaniu, w Tczewie, wyruszyliśmy pociągiem IC by przemierzyć prawie cały kraj i dotrzeć, no Zajax do DG, a Ja do Katowic (jak postanowiliśmy w drodze powrotnej). Mieliśmy w sumie przez cały wyjazd fuksa, bo podczas jazdy do Elbląga mieliśmy cały przedział dla siebie, a w drodze powrotnej nie było przedziałów, więc dość wygodnie się jechało.
Jakoś w połowie drogi powrotnej mieliśmy dość długi postój, gdzie mieliśmy okazję wspomóc (nasz wagon dość hojnie) pana, który, jak mówił, został okradziony a musiał się gdzieś dostać (chyba do Warszawy). Założę si, że szybko uzbierał na pokrycie kosztów biletu. Zajax sypnął drobniejszymi, a ja bez gotówki siedziałem i obserwowałem (ktoś mi niedawno mówił, że w Chicago jakiś bezdomny miał terminal :D ) .
Później trafiłem do Leszna na spotkanie tamtejszego Fandomu (no i ludzi z okolic, ale głównie tamtejszego). Znalazłem się tam za namową nowego znajomego Mr. Chemi, który to zaprosił Mnie na meet właśnie organizowany przez tamten fandom. Pochodziliśmy po mieście i galeriach, zjedliśmy coś, oni w McDonaldzie, a ja w czymś obok co wyglądało na zdrowe (nawet w jedzeniu była brokuły ). Spotkaliśmy się na początku w Galerii Leszna (bardzo kreatywna nazwa) i dużo czasu przesiedzieliśmy w galerianym kinie, zbierając między innymi podpisy do notesiku. Później znowu trochę chodzenia po mieście i siedzenia przy dworcu i jeszcze kółeczko po okolicy dla zabicia czasu, aż wreszcie grupa mnie pożegnała, a Mr. Chemi zaraz miał pociąg do wioseczki w której pracuje i przy okazji mieszka :) .
Komentarze
Prześlij komentarz