Cześć, siedząc właśnie u brata w domu, z właścicielem i siostrą, piszę kolejnego posta, a w nim:
Dziś rano, po wczorajszej parunastu-minutowej nauce, poszedłem poprawiać kolokwia z inżynierii materiałowej. Dowiedziawszy się na miejscu o tym, że pierwsza tura jest na poprawę pierwszego kolokwium, prawie z marszu wszedłem do sali by zająć miejsce w pierwszym rzędzie, bo jak się okazało tam gdzie usiadłem na chwilę było zajęte. Po jakimś czasie, "strzelania" (trochę wiedziałem), oddałem kartkę, słysząc od wykładowcy "za szybko", wyszedłem ku zdziwieniu korytarza. Na drugie na drugą turę byłem już trochę przygotowany, bo widząc, że mój telefon jest bliski snu, popytałem po ludziach, by w końcu znalazł się ktoś z ładowarką (siedział w naszym "kręgu", ale rozmawiał, nie słysząc mojego pytania). Kolega po wręczeniu mi kable, przez dość długi czas szukał końcówki sieciowej, na szczęście znalazł. Telefon trochę podładowałem, więc byłem spokojny o ściągę znajdującą się na nim. Ściągę z telefonu, sprawdził jeszcze, podczas ładowania, "kolega od robotów", który znalazł dwa pytania ze źle zaznaczonymi odpowiedziami (jedna tylko potencjalnie). Na drugim kolokwium niestety nie ściągnąłem...w sumie nic bo, gdy miałem okazję, nie zdążyłem znaleźć, pasujących pytań. Przez większość czasu, wykładowczyni chodziła, a gdy była w górze sali, ja bałem się wyciągnąć, telefon i ściągać, bo z góry mogła zobaczyć, a z kolei gdy była z przodu, ja się bałem bo była zbyt blisko, choć zasłaniały ławki, bo są tak zbudowane, że zasłaniają prawie wszystko co pod nimi. Pomocnik wykładowczyni, jakiś stary nauczyciel, kaszlał jakby miał gruźlicę. Sten człowiek "z gruźlicą" siedział prawie cały czas przy komputerze, raz tylko przeszedł się sprawdzić legitymki i postawić parafkę na kartkach.
Po kolokwiach, i drobnym oczekiwaniu, poszedłem na sieci, na których napisałem kartkówkę, o której widząc, że będzie, nie uczyłem się zbyt wiele. Po kartkówce posłuchaliśmy jeszcze przedstawienia przez studentów dwóch ostatnich zadań. m.in. Żółwiu przedstawiał (a on ma wiedzę), no i poszliśmy wcześniej do domu. Ja przypomniawszy sobie, że nie mam już kasy na koncie, powziąłem plan by skorzystać z telefonu znajomego, ale zwlekałem z tym. Więc poszedłem na przystanek i od razu podjechał autobus 122, którym pojechałem na dworzec, jak mi powiedziała siostra. W autobusie zaczepili mnie jacyś państwo - gdy wyciągnąłem moją Lumię, jakiś pan zapytał czy to Microsoft Lumia, gdy potwierdziłem, powiedział, że "powodzenia jak ci się system zawiesi", i zaczęła się rozmowa. Dowiedziałem się, że "nowy znajomy" jest informatykiem od hardware'u i powiedział, że jakbym miał kogoś kto ma problemy z komputerem to żebym dzwonił, a jego chyba żona dała mi pieczątkę firmy z numerem telefonu.
Zadzwoniłem jeszcze do siostry, z telefonu znajomego jadącego tym samym autobusem, nie odbierała więc znajomy napisał do niej sms-a. Dostałem gazetę wchodząc na dworzec, więc umilałem sobie, przy okazji, czekanie lekturą. Gdy siostra zadzwoniła, że jest po drugiej stronie dworca, popędziłem tam, rozglądając się trochę, ale znalazła mnie dopiero po jakimś czasie, gdy już zdążyłem spotkać dwoje żebraków. Na szczęście starsza kobieta po usłyszeniu, że nie dam jej 10 zł, poszła sobie, jeszcze zanim ja znalazłem 4 złote, które chciałem jej dać. Z siostrą kupiliśmy bilet ważny od trochę wcześniejszej godziny mając nadzieję, że złapiemy coś, ale okazało się, że i tak czekaliśmy do 11:49 na pociąg, którym chcieliśmy początkowo jechać. Wróciliśmy do głównej części dworca by usiąść na schodach, po drodze zauważając dużo dziewczyn z lustrzankami i chyba z kamerą. Jak potem zasugerowała mi moja siostra, siedząc na schodach, to mogła być jakaś lekcja fotografii w terenie, lub robiły one zdjęcia do jakiejś akcji. We Wrocławiu jest pewnie parę szkół fotograficznych. Po przyjeździe brat nas podrzucił do domu, a następnie z siostrą pojechali do niego do mieszkania. Po paru godzinach ja dołączyłem do nich, zorientowawszy się, parę godzin wcześniej, że moja siostra w plecaku ma prawie całe okablowanie do laptopa i innego sprzętu plus zeszyty. Po drodze do brata zlikwidowałem jeszcze konto walutowe w banku "wbk", które już nie było potrzebne, a którego nie zlikwidowałem tydzień temu, bo nie miałem przy sobie karty powiązanej z tym kontem.
U brata siedziałem z laptopem, pisząc zaległego posta na bloga i przy okazji przerabiając jedną lekcję z html. Porozmawialiśmy przy okazji o youtuber'ach bo akurat Chwytak był w telewizji, i o rekalamach. Siostra powysyłała parę CV i zaczęła robić jeszcze CV po angielsku. Brat pojechał pomóc koledze w jakiejś "trywialnej" czynności związanej z remontem. Po jakimś czasie wrócił i dostał zaproszenie na imprezę, rodzice zadzwonili by mnie odwiózł, więc ja zjadłem i wypiłem to co mi dała siostra (ciemny chleb + ser biały z rzodkiewką + ryba + herbata), spakowałem się i załadowawszy rower do busa, pojechaliśmy z bratem do domu. Brat wskoczył na chwilę do mieszkania moich rodziców po fasolkę i pojechał z powrotem.
Siostrze nie spodobała się piosenka Chwytaka.

Komentarze
Prześlij komentarz