Przejdź do głównej zawartości

Codzieńka #8 - Chwytak


Cześć, siedząc właśnie u brata w domu, z właścicielem i siostrą, piszę kolejnego posta, a w nim:

Dziś rano, po wczorajszej parunastu-minutowej nauce, poszedłem poprawiać kolokwia z inżynierii materiałowej. Dowiedziawszy się na miejscu o tym, że pierwsza tura jest na poprawę pierwszego kolokwium, prawie z marszu wszedłem do sali by zająć miejsce w pierwszym rzędzie, bo jak się okazało tam gdzie usiadłem na chwilę było zajęte. Po jakimś czasie, "strzelania" (trochę wiedziałem), oddałem kartkę, słysząc od wykładowcy "za szybko", wyszedłem ku zdziwieniu korytarza. Na drugie na drugą turę byłem już trochę przygotowany, bo widząc, że mój telefon jest bliski snu, popytałem po ludziach, by w końcu znalazł się ktoś z ładowarką (siedział w naszym "kręgu", ale rozmawiał, nie słysząc mojego pytania). Kolega po wręczeniu mi kable, przez dość długi czas szukał końcówki sieciowej, na szczęście znalazł. Telefon trochę podładowałem, więc byłem spokojny o ściągę znajdującą się na nim. Ściągę z telefonu, sprawdził jeszcze, podczas ładowania, "kolega od robotów", który znalazł dwa pytania ze źle zaznaczonymi odpowiedziami (jedna tylko potencjalnie). Na drugim kolokwium niestety nie ściągnąłem...w sumie nic bo, gdy miałem okazję, nie zdążyłem znaleźć, pasujących pytań. Przez większość czasu, wykładowczyni chodziła, a gdy była w górze sali, ja bałem się wyciągnąć, telefon i ściągać, bo z góry mogła zobaczyć, a z kolei gdy była z przodu, ja się bałem bo była zbyt blisko, choć zasłaniały ławki, bo są tak zbudowane, że zasłaniają prawie wszystko co pod nimi. Pomocnik wykładowczyni, jakiś stary nauczyciel, kaszlał jakby miał gruźlicę. Sten człowiek "z gruźlicą" siedział prawie cały czas przy komputerze, raz tylko przeszedł się sprawdzić legitymki i postawić parafkę na kartkach.

Po kolokwiach, i drobnym oczekiwaniu, poszedłem na sieci, na których napisałem kartkówkę, o której widząc, że będzie, nie uczyłem się zbyt wiele. Po kartkówce posłuchaliśmy jeszcze przedstawienia przez studentów dwóch ostatnich zadań. m.in. Żółwiu przedstawiał (a on ma wiedzę), no i poszliśmy wcześniej do domu. Ja przypomniawszy sobie, że nie mam już kasy na koncie, powziąłem plan by skorzystać z telefonu znajomego, ale zwlekałem z tym. Więc poszedłem na przystanek i od razu podjechał autobus 122, którym pojechałem na dworzec, jak mi powiedziała siostra. W autobusie zaczepili mnie jacyś państwo - gdy wyciągnąłem moją Lumię, jakiś pan zapytał czy to Microsoft Lumia, gdy potwierdziłem, powiedział, że "powodzenia jak ci się system zawiesi", i zaczęła się rozmowa. Dowiedziałem się, że "nowy znajomy" jest informatykiem od hardware'u i powiedział, że jakbym miał kogoś kto ma problemy z komputerem to żebym dzwonił, a jego chyba żona dała mi pieczątkę firmy z numerem telefonu.

Zadzwoniłem jeszcze do siostry, z telefonu znajomego jadącego tym samym autobusem, nie odbierała więc znajomy napisał do niej sms-a. Dostałem gazetę wchodząc na dworzec, więc umilałem sobie, przy okazji, czekanie lekturą. Gdy siostra zadzwoniła, że jest po drugiej stronie dworca, popędziłem tam, rozglądając się trochę, ale znalazła mnie dopiero po jakimś czasie, gdy już zdążyłem spotkać dwoje żebraków. Na szczęście starsza kobieta po usłyszeniu, że nie dam jej 10 zł, poszła sobie, jeszcze zanim ja znalazłem 4 złote, które chciałem jej dać. Z siostrą kupiliśmy bilet ważny od trochę wcześniejszej godziny mając nadzieję, że złapiemy coś, ale okazało się, że i tak czekaliśmy do 11:49 na pociąg, którym chcieliśmy początkowo jechać. Wróciliśmy do głównej części dworca by usiąść na schodach, po drodze zauważając dużo dziewczyn z lustrzankami i chyba z kamerą. Jak potem zasugerowała mi moja siostra, siedząc na schodach, to mogła być jakaś lekcja fotografii w terenie, lub robiły one zdjęcia do jakiejś akcji. We Wrocławiu jest pewnie parę szkół fotograficznych. Po przyjeździe brat nas podrzucił do domu, a następnie z siostrą pojechali do niego do mieszkania. Po paru godzinach ja dołączyłem do nich, zorientowawszy się, parę godzin wcześniej, że moja siostra w plecaku ma prawie całe okablowanie do laptopa i innego sprzętu plus zeszyty. Po drodze do brata zlikwidowałem jeszcze konto walutowe w banku "wbk", które już nie było potrzebne, a którego nie zlikwidowałem tydzień temu, bo nie miałem przy sobie karty powiązanej z tym kontem.

U brata siedziałem z laptopem, pisząc zaległego posta na bloga i przy okazji przerabiając jedną lekcję z html. Porozmawialiśmy przy okazji o youtuber'ach bo akurat Chwytak był w telewizji, i o rekalamach. Siostra powysyłała parę CV i zaczęła robić jeszcze CV po angielsku. Brat pojechał pomóc koledze w jakiejś "trywialnej" czynności związanej z remontem. Po jakimś czasie wrócił i dostał zaproszenie na imprezę, rodzice zadzwonili by mnie odwiózł, więc ja zjadłem i wypiłem to co mi dała siostra (ciemny chleb + ser biały z rzodkiewką + ryba + herbata), spakowałem się i załadowawszy rower do busa, pojechaliśmy z bratem do domu. Brat wskoczył na chwilę do mieszkania moich rodziców po fasolkę i pojechał z powrotem.

Siostrze nie spodobała się piosenka Chwytaka.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Codzieńka #22 - Ikonki wideo

Witojcie. Jak tam życie? :) Moje życie jest w porząsiu, jak na razie, Sis, we wtorek pojechała do Belgii, drugiego dnia w nowej pracy wysłali ją na szkolenie, na jakieś 2 weeki. Ja z kolei łażę do szkoły zacieśniając więzy z ludźmi z klasy i spamując, jako jedyny postujący, linkami edukacyjnymi na naszej grupie na FB. Z razji, że Sis przed wyjazdem zrobiła cały garnek kurczaka z sosem, to wcinam codziennie po trochu, dodając ryż lub makaron. Efektem jest oszczędność pieniędzy, bo stworzyć coś smacznego można z tego co jest. W środę miałem wolne (taki plan), więc nudziłem się, a że PPsy dodała nowy podcast, to przesłuchałem sobie, znajdując parę rzeczy, na które powinno się zwrócić uwagę. I tak przykładowo mamy pytania, które myślę powinniśmy sobie zadawać każdego dnia (taki codzienny rytuał, jak ścielenie łóżka, przynajmniej u niektórych): Czy podziwiam piękno wschodzącego słońca każdego ranka i jego zachód każdego wieczoru? Czy cieszę się, gdy ktoś się do mnie uśmiecha i mnie...

Znajdźki #5

Dziś będzie zdecydowana przewaga artykułów, więc "dzieci technologii", które nie lubią czytać, nie będą zadowolone. Sam zresztą odzwyczaiłem się od czytania, ale jedziemy: Noworoczne postanowienia grafika, ale mogą też wyciągnąć coś z tego, ci którzy nie praktykują tego fachu: Postanowienia grafika Kto nie lubi uszczknąć sobie dodatkowo trochę forsy? Dla tych przedsiębiorczych :) Cashback w mBanku Bardziej "lajfstajlowo", czyli o tym jak być zadowolonym z siebie i życia (przynajmniej w teorii): Płać najpierw sobie  Dobranoc.

Codźieńka #5 - Kaloryfer ;)

Witajcie w ten piękny poniedziałkowy dzień. Żartuję. Poniedziałki nie są piękne prawda? Ja do Wrocławia trafiłem wczoraj, około 19, powróciwszy z weekendu w rodzinnym mieście. Wyjechałem późno, bo jak dowiedziałem się od siostry tramwaje i autobusy nie jeżdzą, w tę Niedzielę z powodu jakiegoś pochodu czy coś. Był to, jak się przed chwilą dowiedziałem, pochód poprzedzający wydarzenie "mianowania Wrocławia" na Europejską Stolicę Kultury 2016 . Pociąg miałem mieć o 18:44, ale się trochę spóźniłem (jakieś 2 minuty). Szczęśliwie okazało się, że ów pociąg jest spóźniony 15 minut (śpiesząc do dworca miałem nadzieję na 5 minut), i nie byłoby to nadzwyczajne gdyby nie to co stało się następnie. Mianowicie chciałem, jak zazwyczaj kupić bilet w automacie, ale ten, jak się okazuje, nie pozwala kupić biletu na pociąg, który rozkładowo już przyjechał, poszedłem więc do kasy i poczekawszy chwile w kolejce, chciałem kupić bilet, tyle że problem był taki, że kasa nie chciała go wydrukować, ...