Co zrobić z trzydniowym chlebkiem? Można oddać kaczką, co w przypadku studentów raczej nie wchodzi w grę, ale można też podgrzać w piekarniku. Dziś właśnie to zrobiliśmy na śniadanie - chrupiące grzanki.
Dziś wstałem z budzikiem, czyli jakoś o 6:15 ze świadomością, że o 13:15 sesja, więc usiłowałem się trochę poduczyć tej fizyki, ale tylko trochę. Do 11:20 siedziałem przy kompie (kto by się spodziewał), a zacząłem wychodzić około 11:30, wracałem do pokoju dwa razy po bluzę, która wedle zapewnień była na przedpokoju. Nie było jej. Pod odnalezieniu bluzy, wyszedłem na przystanek, na autobus, który miał być o 11:48... było o 12:15. Po dojechaniu na uczelnie, zaoszczędziwszy na bilecie (znowu), popędziłem do budynku, o którym widziałem, że będzie w nim egzamin, a dopiero dziś ogarnąłem, że to właśnie budynek do, którego prawie codziennie chodziłem (m. in. na obiad).
Całą drogę w autobusie pamiętałem o tym by wyjąć portfel, a wraz z nim legitymację, z kurtki, zanim oddam ją do szatni. O portfelu zapomniałem (do czasu). Gdy przywitałem się z grupką znajomych i zapytawszy o kwestie tabeli wzorów dowiedziałem się, że "można, a nawet trzeba" ją mieć, wyszedłem. Nawet nie wracając do szatni po kurtkę (ciepło nawet jest), poszedłem w stronę punktu gdzie można wydrukować dokumenty. Jakoś w 40% drogi zorientowałem się, że nie mam pieniędzy, więc wróciłem, mijając po drodze znajomych za przeszkloną ścianą, do szatni. Po ponownym obraniu kierunku na "punkt ksero" (może bardziej drukarnię), i po dotarciu do celu mym oczom ukazał się straszny widok (co mogłem przewidzieć). W miejscu mego ratunku, ciągnęła się taka kolejka, że wychodziła ona aż na klatkę schodową. Wróciłem więc znowu na uczelnię, spodziewając się, że i napiszę egzamin bez tabelki. Zauważyłem, że zebrała się większa grupka znajomych, do której ja oczywiście dołączyłem. Wpadłem na pomysł, żeby jeszcze jednego kolegę zapytać, a że ten był ogarnięty, spytał mnie czy mam. Po usłyszeniu przeczącej odpowiedzi, skierował mnie piętro wyżej gdzie, poczekawszy w kolejce, wydrukowałem zawartość pendrive 15 minut przed egzaminem.
Sala, w której mieliśmy być egzaminowani była dość mała (na jakieś 50 lub 60 osób). Po jakimś czasie przyszła nasza wykładowczyni i powiedziała, że rząd w którym ja siedzę przejdzie do innej sali. Wskazała nam salę 0.31, która znajdowała się nieopodal sali 0.38, gdzie normalnie mieliśmy pisać.
Egzamin napisałem nie korzystając prawie w ogóle z tabeli wzorów. Spodziewałem się, że nic nie napiszę, ale po przeczytaniu zadań, napisałem parę odpowiedzi. Dosyć długo zajęło mi przypomnienie sobie jak dokładnie konstruuje się soczewkę i promienie + obraz, na rysunku, ale się udało. Skończyłem jakoś przed 14:30, kiedy to zadzwoniłem do siostry z informacją, iż skończyłem. Teraz wystarczyło pamiętać (co z portfelem się średnio udało) o kupieniu czosnku, o czym siostra mi telefonicznie przypomniała.
Na autobus nie czekałem długo, tym razem kupiłem dwa bilety (w poniedziałek egzamin z analizy).
Po wyjściu z egzaminu spotkałem Marcina, który (jak większość osób) nie spodziewał się tyle teorii i przygotował się z zadań. Z sali obok której staliśmy, a w której miałem pierwotnie pisać, co rusz wychodził ktoś i, po wypowiedzeniu przynajmniej jednego przekleństwa, dołączał do nas. Uznaliśmy, że spotkamy się na poprawce i poszedłem w swoją stronę.
Wracając do domu zadzwoniłem do Brata, by jednak nie dawał koledze swojego starego telefonu, w celu wgrania od nowa systemu. Powiedziałem, że ja się z tym pobawię, skoro i tak ma mi go oddać. Po smacznej pomidorowej zabrałem się do przeglądania blogów i walki z mp4'ką. Urządzenie to, jak się okazuje, nie wykrywa plików mp3 ponieważ wcześniej było przekształcone w bootowalnego pendriva.
Dziś wstałem z budzikiem, czyli jakoś o 6:15 ze świadomością, że o 13:15 sesja, więc usiłowałem się trochę poduczyć tej fizyki, ale tylko trochę. Do 11:20 siedziałem przy kompie (kto by się spodziewał), a zacząłem wychodzić około 11:30, wracałem do pokoju dwa razy po bluzę, która wedle zapewnień była na przedpokoju. Nie było jej. Pod odnalezieniu bluzy, wyszedłem na przystanek, na autobus, który miał być o 11:48... było o 12:15. Po dojechaniu na uczelnie, zaoszczędziwszy na bilecie (znowu), popędziłem do budynku, o którym widziałem, że będzie w nim egzamin, a dopiero dziś ogarnąłem, że to właśnie budynek do, którego prawie codziennie chodziłem (m. in. na obiad).
Całą drogę w autobusie pamiętałem o tym by wyjąć portfel, a wraz z nim legitymację, z kurtki, zanim oddam ją do szatni. O portfelu zapomniałem (do czasu). Gdy przywitałem się z grupką znajomych i zapytawszy o kwestie tabeli wzorów dowiedziałem się, że "można, a nawet trzeba" ją mieć, wyszedłem. Nawet nie wracając do szatni po kurtkę (ciepło nawet jest), poszedłem w stronę punktu gdzie można wydrukować dokumenty. Jakoś w 40% drogi zorientowałem się, że nie mam pieniędzy, więc wróciłem, mijając po drodze znajomych za przeszkloną ścianą, do szatni. Po ponownym obraniu kierunku na "punkt ksero" (może bardziej drukarnię), i po dotarciu do celu mym oczom ukazał się straszny widok (co mogłem przewidzieć). W miejscu mego ratunku, ciągnęła się taka kolejka, że wychodziła ona aż na klatkę schodową. Wróciłem więc znowu na uczelnię, spodziewając się, że i napiszę egzamin bez tabelki. Zauważyłem, że zebrała się większa grupka znajomych, do której ja oczywiście dołączyłem. Wpadłem na pomysł, żeby jeszcze jednego kolegę zapytać, a że ten był ogarnięty, spytał mnie czy mam. Po usłyszeniu przeczącej odpowiedzi, skierował mnie piętro wyżej gdzie, poczekawszy w kolejce, wydrukowałem zawartość pendrive 15 minut przed egzaminem.
Sala, w której mieliśmy być egzaminowani była dość mała (na jakieś 50 lub 60 osób). Po jakimś czasie przyszła nasza wykładowczyni i powiedziała, że rząd w którym ja siedzę przejdzie do innej sali. Wskazała nam salę 0.31, która znajdowała się nieopodal sali 0.38, gdzie normalnie mieliśmy pisać.
Egzamin napisałem nie korzystając prawie w ogóle z tabeli wzorów. Spodziewałem się, że nic nie napiszę, ale po przeczytaniu zadań, napisałem parę odpowiedzi. Dosyć długo zajęło mi przypomnienie sobie jak dokładnie konstruuje się soczewkę i promienie + obraz, na rysunku, ale się udało. Skończyłem jakoś przed 14:30, kiedy to zadzwoniłem do siostry z informacją, iż skończyłem. Teraz wystarczyło pamiętać (co z portfelem się średnio udało) o kupieniu czosnku, o czym siostra mi telefonicznie przypomniała.
Na autobus nie czekałem długo, tym razem kupiłem dwa bilety (w poniedziałek egzamin z analizy).
Po wyjściu z egzaminu spotkałem Marcina, który (jak większość osób) nie spodziewał się tyle teorii i przygotował się z zadań. Z sali obok której staliśmy, a w której miałem pierwotnie pisać, co rusz wychodził ktoś i, po wypowiedzeniu przynajmniej jednego przekleństwa, dołączał do nas. Uznaliśmy, że spotkamy się na poprawce i poszedłem w swoją stronę.
Wracając do domu zadzwoniłem do Brata, by jednak nie dawał koledze swojego starego telefonu, w celu wgrania od nowa systemu. Powiedziałem, że ja się z tym pobawię, skoro i tak ma mi go oddać. Po smacznej pomidorowej zabrałem się do przeglądania blogów i walki z mp4'ką. Urządzenie to, jak się okazuje, nie wykrywa plików mp3 ponieważ wcześniej było przekształcone w bootowalnego pendriva.

Komentarze
Prześlij komentarz